Dobranoc, do widzenia. Cześć, giniemy – to ostatnie słowa kapitana Pawlaczyka, które usłyszeli kontrolerzy na Okęciu. Dzisiaj mijają 32 lata od katastrofy samolotu IŁ-62M w Lesie Kabackim.

9 maja 1987 roku w samolocie pasażerskim Ił-62M „Tadeusz Kościuszko” Polskich Linii Lotniczych LOT lecącym z lotniska Warszawa-Okęcie do Nowego Jorku doszło do awarii. Kapitan podjął decyzję o powrocie na Okęcie i awaryjnym lądowaniu.

W trakcie podchodzenia do awaryjnego lądowania w wyniku uszkodzeń w układach samolotu i pożaru załoga utraciła możliwość efektywnego sterowania w wyniku czego IŁ-62M z prędkością 470 km/h uderzył w ziemię na terenie Lasu Kabackiego.

W katastrofie zginęły 183 osoby – 11 członków załogi i 172 pasażerów.

Straż Pożarna w Warszawie otrzymała informację o awaryjnym lądowaniu o 11.08, na miejsce skierowano wszystkie dostępne siły i środki oraz maksymalną liczbę karetek pogotowia i sił milicji. W sumie w akcji ratowniczo – gaśniczej udział wzięły 44 sekcje gaśnicze i 195 strażaków.

Po przybyciu na miejsce ogarnął mnie makabryczny widok. Wokół porozrzucane szczątki ludzkie, fragmenty bagaży, różnego rodzaju przedmioty. To, co człowiek ma w bagażu najczęściej, czy też co na co dzień nosi przy sobie. Panowała cisza, było tylko słychać dopalające się fragmenty samolotu. Nasłuchiwaliśmy, czy nie słychać jakichś odgłosów, jakichś wołań o pomoc, jęków cierpiących ludzi… No i tu… Niestety… – opowiada płk. Edward Gierski, który dowodził akcją.

Foto. Damazy Kwiatkowski

o autorze

Redakcja/Ł