5 złotych – tyle według wójta gminy Babice (powiat chrzanowski) Romana Warchoła jest warta godzina pracy strażaków-ochotników. – Za tyle to się nawet cukierków dla dzieci nie kupi – śmieją się strażacy. A gminni radni są oburzeni propozycją wójta i chcą zapłacić druhom z OSP dwa razy więcej. Wójt pokłócił się z radnymi o stawki dla strażaków podczas ostatniej sesji.

Chodzi o zapłatę za czas, jaki poświęcają na udział w akcjach i szkoleniach. Wójt postulował wypłacanie druhom po 5 zł za godzinę. Twierdził, że na tyle stać budżet gminy. Przypomniał też, że druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych pracowali dotąd w czynie społecznym.

Ustawa daje samorządom możliwość wypłacania strażakom tzw. ekwiwalentów, nie określa jednak jednoznacznie ich wysokości. Wiadomo tylko, że nie może to być więcej niż 1/175 średniego miesięcznego wynagrodzenia, a więc maksymalnie 17 zł za godzinę. – Może kogoś stać na 17 czy 10 zł. Nas stać na 5 – stwierdził krótko szef babickiej gminy. – Jeśli ta kwota nie będzie satysfakcjonować strażaków, wrócimy do tej dyskusji za rok – obiecywał.

Radnych to jednak nie przekonało. – Przecież ci ludzie ciężko pracują, często nocami albo po pas w wodzie – wskazywał radny Zygmunt Ziajka, wnioskując o stawkę dwukrotnie większą od tej zaproponowanej przez wójta.

Jego kolega z rady Jerzy Bil szybko przeliczył, że biorąc pod uwagę liczbę ochotników i średnią godzin spędzanych przez nich na akcjach, podniesienie stawki do 10 zł kosztowałoby budżet gminy niewiele – kilka tysięcy złotych rocznie.

Radny Jan Augustynek przypomniał, że strażacy muszą się też przecież umyć po akcji i wyprać swoją odzież – i najczęściej robią to w domu. Nie brakowało też argumentów, że większy ekwiwalent może zachęcić młodych ludzi do wstępowania w szeregi OSP.

I choć wójt Warchoł głośno wyraził swoją wątpliwość, czy to najlepsza metoda motywacji młodych druhów, większość radnych zagłosowało za stawką 10 zł.

Józef Wyrobiec, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Babicach, jest rozbawiony propozycją wójta Warchoła.

Za stawkę 5 zł, i to jeszcze brutto, nawet się cukierków dzieciom nie kupi – komentuje.

Na poważnie podkreśla, że ekwiwalent dla strażaków – ochotników jest potrzebny. – Oczywiście teraz zacznie się gadanie, że bierzemy za akcje i szkolenia pieniądze, ale uważam, że to dobry sposób na przyciągnięcie młodych do jednostek OSP – mówi Wyrobiec.

U nas jest z tym naprawdę duży problem. Mamy kilkunastu młodych druhów w młodzieżowej drużynie. Ale to dziesięciolatki. Upłynie sporo czasu, zanim dorosną i będą mogli brać udział w akcjach gaśniczych, a tymczasem wymagania, jakie się stawia przed druhami, są coraz większe.

Mateusz Rogala – redaktor naczelny:

Słów kilka o ekwiwalencie …

W sprawie ekwiwalentów dyskutowano, dyskutuje się i dyskutować zapewne będzie, jedni są za przyznaniem wynagrodzenia strażakowi – inni nie. Wcale nie piszę tutaj tylko o samorządach, ale także o nas samych – strażakach. Nie rozumiem jednego, jeżeli pełnimy służbę społeczną tak jak Radny, to czemu nie powinniśmy odbierać za to diet? Radny wie nad czym pracuje, kiedy ma dany temat zreferować, a My?

Wieczne oczekiwanie: dni tygodnia, weekend, święta, urlop, dzień czy noc, w każdych warunkach pogodowych jesteśmy gotowi nieść pomoc tym, którzy jej potrzebują. Jestem za ekwiwalentem – nie są to duże pieniądze, ale większość wspomoże, nie tylko indywidualnie, ale także dane jednostki, które zbierają zarobione pieniądze na wspólne konto kupując za to sprzęt, organizując zabawy dla strażaków.

Anna Mazurek
Żródło: Gazeta Krakowska

o autorze

Redakcja