Strażacy z Brzozy przed chwilą wrócili do remizy z kolejnej akcji. Z ratowniczo-gaśniczego Stara wysiadają naczelnik OSP Brzoza Józef Noske i jego drużyna: siostry Agnieszka i Joanna Szymańskie, Tomasz Szczutkowski, Piotr Janowiak i Mirosław Leśniewski.


Tym razem zapaliła się sadza w kominie. Nic poważnego, ale zdarzają się sytuacje naprawdę niebezpieczne. Tak było niedawno w Nowej Wsi Wielkiej, podczas gaszenia pożaru tartaku. Było ryzyko, że wybuchną pojemniki z olejem, ale skończyło się dobrze.


W czasie akcji zresztą nie ma czasu na zastanawianie się nad tym, co może człowieka spotkać

mówi Mirosław Leśniewski. To strażak, którego w okolicy znają wszyscy. Różnie nazywa się jego przypadłość: karłowatość, achondroplazja. Objawia się zaburzeniem rozwoju pewnych kości i w rezultacie człowiek nigdy nie przekracza wzrostu kilkuletniego dziecka. Mirosław Leśniewski ma 20 lat, ale zapewnia, że nigdy z powodu choroby nie spotkała go przykrość.


[galeria=3,lewa]- Uczyłem się w szkole podstawowej i następnie w zawodówce, do których chodzili normalni, zdrowi uczniowie. Nie były to nawet klasy integracyjne. Nikt mi nie dawał do zrozumienia, że jestem innymówi druh Mirek.


Jeszcze jako dzieciak jeździł rowerem za strażakami na różne akcje, podglądał i marzył, żeby kiedyś też założyć mundur i hełm. Tak się stało około ośmiu lat temu.

– Naczelnik powiedział, że jeśli przejdę wszystkie badania lekarskie, to mogę zostać ochotnikiem. I udało się – mówi skromnie.


[galeria=2,prawa]
Udało się? To zdecydowanie za mało powiedziane. – Mirek jest liderem, jeśli chodzi o udział w naszych akcjach. W 2008 roku uczestniczył w 54 wyjazdach na 63, a w ubiegłym roku w 54 na 79 wyjazdów. Tyle nie zaliczył żaden z nas. To człowiek pełen życia i pasji. Dobrze się z nim pracuje. Kiedy uczestniczy w akcjach, ludzie owszem, zwracają na niego uwagę, ale nikt nie robi taniej sensacji –

mówi naczelnik Józef Noske.

Może tak często jeżdżę na akcje, bo pracuję w sąsiedztwie? – zastanawia się pan Mirek. – A tak naprawdę, to lubię tę robotę. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy za chwilę. W nocy mogę spać naprawdę twardo, ale na dźwięk syreny w remizie zawsze się zrywam – mówi.


O czym marzy?&


Nie marzę, żyję chwilą twierdzi, ale jego oczy zapalają się kiedy wspomina o dziewczynie, którą niedawno poznał. Druh Mirek godzinami może mówić o hip-hopie, motoryzacji i sporcie – pasjach, którym oddaje każdą wolną chwilę.
– Lubię piłkę nożną i siatkówkę. Jeżdżę na Zawiszę na siłownię. A z samochodów to najbardziej podobają mi się „japończyk”. Pewnie niedługo sobie takiego kupię śmieje się pan Mirek.

Mieszka z mamą. Kobieta cierpi na tę samą chorobę, ma II grupę inwalidzką, utrzymuje się z renty. Pod względem finansowym lekko nie jest. – Ale najważniejsze w życiu to mieć wokół siebie ludzi, którym można zaufać.

Jarosław Jakubowski – Ekspress Bydgoski

o autorze

Redakcja