Pod koniec października ruszyła kampania społeczna Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji „Czad i Ogień. Obudź czujność”. W ramach kampanii porozmawialiśmy o zagrożeniach w okresie grzewczym z Rzecznikiem Prasowym Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie, mł. bryg. Marcinem Batleją. 

Konrad Bosak: O tlenku węgla mówi się, że jest to cichy zabójca. Skąd się wzięło to określenie?

mł. bryg. Marcin Batleja: Jest to niezwykle podstępny gaz. Po pierwsze z powodu medycznego. Gaz, który w znacznie lepszy sposób wiąże się z hemoglobiną zamiast z tlenem. Krótko i obrazowo mówiąc, jeżeli hemoglobina będzie miała do wyboru połączyć się z tlenem lub z tlenkiem węgla, to na pewno kilka set razy chętniej połączy się z tlenkiem węgla. Może to doprowadzić do niedokrwienia, a następnie do obumarcia organów wewnętrznych. Szczególnie mówimy tu o centralnym układzie nerwowym, wątrobie oraz innych wrażliwych organach.

Dlaczego cichy zabójca? Przy odpowiedniej dawce lub przy długiej ekspozycji jest śmiertelny w praktycznie w stu procentach. W żaden sposób nie jesteśmy w stanie go wykryć naszymi zmysłami. Jest bezbarwny. Jest bezwonny. Nie ma żadnego smaku. Po prostu w momencie jego działania zaczynamy źle się czuć, a nawet po kilku, kilkunastu minutach dochodzi do śmierci.


KB: Poza tym, że zaczynamy się źle czuć, to po czym powinna nam się zapalić czerwona lampka. Kiedy możemy się zacząć spodziewać, że coś jest nie tak?

MB: Chyba jedyny taki nasz organoleptyczny sposób to jest właśnie samopoczucie. Jeżeli w ciągu dnia czuliśmy się świetnie, na nic nie chorujemy, a przynajmniej o tym nie wiemy i przychodzi wieczór. W międzyczasie na przykład zapalaliśmy w kominku dla świetnego nastroju, albo bierzemy dłuższą kąpiel, albo w łazience nad nami wisi piecyk gazowy do podgrzewania wody i nagle zaczynamy źle się czuć. Czujemy słabość, zawroty głowy, nudności, zaczynamy mieć problemy z oddychaniem, to możemy mieć prawie, że stuprocentową pewność, że zaczyna działać na nas tlenek węgla. Podobnie, jeśli w pokoju zaczynamy nagle odczuwać senność, osłabienie, to również jest prawie stuprocentowa pewność, że zaczyna działać tlenek węgla, a w połączeniu z bólem głowy powinniśmy natychmiast zacząć działać.

KB: I co należy wtedy zrobić?

MB: Natychmiast, jeżeli jesteśmy w stanie to otworzyć okna i wyjść z łazienki. Nie zastanawiając się ani chwili zostawić tą wodę w wannie. Nie rozglądać się za ręcznikiem czy za szlafrokiem. Po prostu wyjść z łazienki. Jak mówiłem, otworzyć okno, a następnie wezwać pomoc. Jeżeli nie jesteśmy w stanie już się ruszyć, a jest jest bardzo podstępne działanie tego gazu w łazienkach, zacznijmy wzywać pomocy. Często później dowiadujemy się od ofiar, które uległy nie śmiertelnym zatruciem tlenkiem węgla, że oni wiedzieli, że coś się źle działo. „Wiemy, że jest coś nie tak, bo już nie możemy ruszyć ręką, bo już nie możemy nogą ruszyć.” Jesteśmy w pełni świadomi i cichutko zaczynamy wzywać pomocy. Dobrze jeśli nas ktoś usłyszy, dobrze jak zareaguje, i bardzo dobrze jak się dostanie do łazienki. Stąd też taka przestroga, nie zamykajmy się w tych łazienkach, jeżeli planujemy dłuższą kąpiel, a wiemy, że nad nami wisi piecyk gazowy.

Czyli podstawowe działanie: wychodzimy z miejsca zagrożenia. W międzyczasie jeżeli się uda otwórzmy okna tak aby pozbyć się nadmiaru tlenku węgla i wezwijmy pomoc.

KB: W jakich innych miejscach, poza łazienką gdzie jest piecyk gazowy, można się spotkać z obecnością tlenku węgla?

MB: Na pewno wszędzie tam gdzie jest źródło ognia i to nie zależnie od medium, którego używamy do spalania, to po pierwsze. Tlenek węgla przy dużych stężeniach przenika przez ściany czy przez stropy. Pamiętam zdarzenie, gdzie źle poczuła się starsza para, małżeństwo mieszkające na pierwszym piętrze w domu jednorodzinnym. Wezwali oni pogotowie. Ratownicy medyczni stwierdzili, że może to być tlenek węgla, ale nigdzie w mieszkaniu nie było źródła ognia. Okazało się, że na parterze późnym wieczorem prysznic brało młode małżeństwo i obydwoje śmiertelnie zatruli się tlenkiem węgla, a jego stężenie było tak ogromne, że zaczynało przenikać piętro wyżej.

Pamiętajmy, że nasze ściany nie są akwarium ani monolitem, a jest to borowata, przenikalna struktura dla gazu. Także tlenek węgla możemy spotkać praktycznie wszędzie. Co więcej, spotykamy go na co dzień na ulicy, oczywiście w takich stężeniach, które jeszcze nam nie szkodzą i tak jak mówiłem, wszędzie tam gdzie jest źródło ognia i nie ma dopływu świeżego powietrza.

Ponieważ, zgodnie z prawami fizyki i chemii, potrzeba jednak trochę tlenu, żeby doszło do normalnego, pełnego spalania. Jeżeli tego tlenu zaczyna brakować to dochodzi do niepełnego spalania i zamiast dwutlenku węgla powstaje wówczas toksyczny tlenek węgla.

czad_1

KB: Czyli, nawet tak w formie prewencji, najlepiej jest porozmawiać z sąsiadami, w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa?

MB: Tak. Porozmawiajmy z sąsiadami. Uświadońmy ich czym jest tlenek węgla i jak jest groźny. Tak, aby oni byli bezpieczni, tak aby oni dla nas nie stwarzali żadnego zagrożenia, no i oczywiście vice versa, to my bądźmy bezpieczni dla naszych sąsiadów.

Tu paradoksalnie dochodzi do śmiertelnych zatruć bardzo często w momencie, gdy po letnim sezonie wyremontujemy sobie mieszkanie. W końcu wstawimy upragnione te świetne, nowoczesne i szczelne okna, ale nie dopilnujemy, aby była inna wentylacja, która dotychczas była zapewniona przez jakieś tam mikroszpary, czy rozszczelnienia.

Podobnie może być w innych miejscach, na przykład w akademikach studenckich. Jeżeli zostanie wyremontowany akademik, czego wszystkim studentom serdecznie życzę, będzie ciepło, fajnie i nieprzewiewnie. Lecz jeśli jest na dole jest kotłownia, a nie ma ona zapewnionej wymiany powietrza i zacznie gromadzić się tlenek węgla to może dojść do zatrucia. Zazwyczaj w tego typach miejscach jest jest zamontowany cały szereg zabezpieczeń. Możemy dzięki temu czuć się bezpiecznie. Pamiętajmy tutaj jednak o zapewnieniu wymiany świeżego powietrza w mieszkaniu, tak aby dochodziło do normalnego spalania.

KB: W jaki sposób można wykryć, że w naszym mieszkaniu znajduje się tlenek węgla, żeby zareagować jak najszybciej? Czy są jakieś urządzenia, które mogą nam w tym pomóc?

MB: Tak, generalnie sugerujemy zainstalować w domu czujkę tlenku węgla. Bardzo proste urządzenie. Niestety do dzisiaj się kojarzą jeszcze jako czujki ze stałymi centralami, z ogromnymi kosztami, czy z tym, że jest niezbędne podłączenie do centrali telefonicznej. Nie jest to prawdą. Są to tak zwane czujki autonomiczne.

KB: Jaki jest kosz takiej czujki?

MB: Kosz takiej czujki waha się w przedziale od od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Za kilkadziesiąt złotych, za tą niecałą stówę spokojnie można taką czujkę kupić, przy której będziemy bezpieczni. Oczywiście tutaj zwracajmy uwagę i nie kupujmy nic co kosztuje poniżej dziesięciu złotych, bowiem zapewne można gdzieś z dalekiego wschodu takie dzieło inżynierskiej sztuki kupić, które absolutnie się do niczego się nam nie przyda.

czad_2

KB: Czy przy takiej czujce są jakieś certyfikaty, które potwierdzą nam, że urządzenie jest sprawne w stu procentach? 

MB: Oczywiście, są certyfikaty. Na pewno taka czujka powinna mieć dopuszczenie Centrum Naukowo Badawczego Ochrony Przeciwpożarowej (CNBOP) i spełniać polską i europejska normę o numerze PN-EN 50291-1:2010. Da nam to pewność, że czujka została u nas w kraju sprawdzona i działa jako urządzenie do pomiaru, w tym przypadku, tlenku węgla. Nie sugerujmy się, że na opakowaniu jest na przykład symbol CE, który to tylko i wyłącznie oznacza, że jest dopuszczony do sprzedaży na rynku europejskim. Nie musi to wcale oznaczać, że urządzenie spełnia normy, które zostały nałożone na tego typu urządzenia.

Każdy liczący się producent, dbający o bezpieczeństwo i o swoją renomę produkując dane urządzenia, będzie starał się o normę, która potwierdzi to, że się nadaje do tego, do czego zostało wyprodukowane. Także za kilkadziesiąt, czy kilkaset złotych w sklepach budowlanych, elektrycznych, elektronicznych spokojnie takie czujki można kupić.

Montujemy je na ścianie zgodnie z instrukcją producenta, zakładamy bateryjki, bądź podłączamy do zewnętrznego źródła zasilania, czyli krótko mówiąc do gniazdka i wszystko będzie działało.

KB: Jak działa taka czujka?

MB: Czujka zadziała nam z reguły, w momencie gdy znajduje się przez długi, długi czas w niewielkiej ilości tlenku węgla. Jest to jeszcze nie szkodliwa dla nas ilość, natomiast daje znać, że zaczyna się ten czad gdzieś kumulować i nie ucieka, a co za tym idzie jego stężenie nie spada. Trzyma się nawet w niewysokich wartościach.

Podobnie czujka może zacząć działać po, na przykład ośmiu godzinach od wykrycia czadu, natomiast jeżeli pojawi się stężenie duże, ogromne to ta czujeczka nam zadziała natychmiast. Z tym, że są przynajmniej dwa rodzaje czujek, ale optycznie i do stwierdzenia stężenia przydatne są nam czujki z wyświetlaczami ciekłokrystalicznymi, które pokażą stężenie tlenku węgla wykryte przez czujkę.

Bo tak jak powiedziałem, ona może zaczynać działać przy nieszkodliwej wartości 20 ppm (liczba części na milion), kiedy to stężenie utrzymuje się już przez dłuższy czas. Może też nam w pewnej chwili zadziałać przy 300 ppm, które to wystarczy kilkanaście wdechów lub przebywanie przez kilkanaście minut może doprowadzić do poważnych komplikacji, schorzeń, czy omdlenia, a w rezultacie do śmierci.

Jeżeli zobaczymy na wyświetlaczu, że jest to 20 ppm, no to spokojnie możemy sobie otworzyć okna, zastanowić się skąd to się może brać. Może właśnie od sąsiada zaczyna do nas przenikać czad, więc zapukajmy do niego i zapytajmy czy wszystko jest w porządku. A może otwórzmy okna, bo gotowaliśmy przez kilka godzin rosół bądź bigos i zaczęło się robić gęsto w powietrzu, stąd też tlenek węgla zaczął się gromadzić. A jeśli zobaczymy już wyższe stężenie, no to tutaj jest wskazana natychmiastowa ewakuacja i wezwanie pomocy.

czad_3

KB: Ile takich czujek jest potrzebnych, żeby tak względnie zabezpieczyć swoje mieszkanie? 

MB: Na pewno w pomieszczeniu, gdzie jest źródło ognia, jeżeli mamy w każdym, to w każdym. I doradzamy w pomieszczeniach, gdzie przebywamy dłuższy czas.

KB: Czyli w sypialni na przykład?

MB: Właśnie sypialnia. Najlepiej sypialnia no bo tutaj tracimy jakąkolwiek kontrolę, przestajemy reagować na nasze samopoczucie w trakcie snu. W sypialni taka czujka świetnie się może sprawdzić. Jeżeli gdzieś tam w kuchni zacznie piszczeć, czy w kotłowni, a z jakiegoś powodu nie usłyszymy to po pewnym czasie zacznie piszczeć ta zamontowana u nas w sypialni. Po pewnym czasie tlenek węgla zacznie do nas przenikać i to może nam uratować życie. Chociaż, prawdę mówiąc, dźwięk tej czujki jest na tyle przenikliwy, że zapewne z kotłowni także nas dobudzi.

KB: W ostatnim czasie mieliście parę wyjazdów z udziałem tlenku węgla… 

MB: Oj tak, niestety. Nawet ostatniej niedzieli do szpitala w Rzeszowie trafiło sześć osób. Po północy dostaliśmy zgłoszenie. W jednym z mieszkań w bloku wielorodzinnym zbierał się tlenek węgla. Ze względu na złe samopoczucie została wezwana pomoc.

KB: Czyli w tym przypadku ta prewencja, o której Pan wspomniał, zadziałała. 

MB: Zgadza się, prezencja zadziałała. Sześć osób zostało profilaktycznie przytomnych zabranych do szpitala. Wśród tych sześciu osób, troje to dzieci w wieku od 11 do 15 lat. Tu gdzieś, ktoś wykazał się refleksem, wezwał pomoc. Zauważył zapewne, że jest złe samopoczucie.

Nie możemy bagatelizować podtruć. My Strażacy nazywamy to podtruciem. Generalnie powinniśmy to nazywać zatruciem tyle, że nie śmiertelnym. Jeżeli stracimy przytomność i później wydaje się, że wszystko jest okej, to może po pewnym czasie okazać się, że wcale nie jest dobrze. Może dojść do nieodwracalnych zmian w organizmie. Szczególnie bardzo groźny tlenek węgla jest dla kobiet w ciąży, dla nich samych i dla dzieci w ich łonach. Jest to niezwykle niebezpieczna sytuacja. Także i tutaj zadbajmy o siebie.

czad_4KB: Kto ma większą tolerancję na tlenek węgla? Kto w tym samym stężeniu może się szybciej zatruć, dzieci, dorośli czy osoby starsze?

MB: Trudno powiedzieć. Na pewno osoby starsze i dzieci, gdzie dochodzi do szybszej reakcji na jakiekolwiek schorzenie, czy na jakąkolwiek niewydolność organizmu. Natomiast tutaj niezależnie od tego czy jest to młodzieniec w wieku 18 lat, który na co dzień jest olimpijczykiem, czy biegaczem… a wręcz powiem, że taki człowiek ma bardzo duże szanse się zatruć dosyć szybko, ponieważ ma duże zapotrzebowanie na tlen, więc potrzebuje w momencie, gdy kolokwialnie mówiąc tlenek węgla zacznie mu zabierać hemoglobinę. Zacznie się dużo szybciej gorzej czuć, niż ten który na co dzień mniej oddycha i krótko mówiąc, nie biega, nie ćwiczy wysiłkowo. Nie ma silnego na ten gaz, gaz który jest niezwykle niebezpieczny dla każdego.

KB: Jak wyglądają statystyki zatrucia się, czy jak Pan mówi podtrucia się, tlenkiem węgla w Polsce i na Podkarpaciu?

MB: W województwie podkarpackim w ubiegłym roki mieliśmy 190 wezwań do tego typu zdarzeń, gdzieś gdzie albo zadziałała czujka, albo wydawało się, że jest tlenek węgla lub ten tlenek węgla faktycznie był. Łącznie 144 osoby trafiło do szpitali z zatruciem, a 3 osoby zginęły. Już w tym roku – i tu mówię od początku roku kalendarzowego 2016 – zginęły dwie osoby, a ponad 180 trafiło do szpitali. Od września w szpitalu znalazło się 17 osób.

Jeszcze nikt nie zginął i niestety mówię „jeszcze”. Z pełną świadomością, zbliża się grudzień, zbliża się zima, niestety wiemy, że dojdzie do śmertelnych przypadków. Chociaż, gdzieś tam podświadomie mam nadzieję, że może to będzie ten pierwszy rok, gdzie za rok spotkamy się i powiem „Tak, od września w roku 2016 nie mieliśmy ani jednej śmiertelnej ofiary tlenku węgla”. Chciałbym, żeby tak było, ale niestety życie weryfikuje te nasze marzenia.

KB: Jednym z zagrożenie w okresie grzewczym jest czad. Na co jeszcze powinniśmy zwrócić szczególną uwagę?

MB: Ogień! Ogień, który ogromnie się z nami, czyli ze strażakami, kojarzy. Potworna ilość pożarów mieszkań. W roku 2015 do samych pożarów mieszkań i domów wyjeżdżaliśmy prawie 1300 razy. 22 osoby zginęło, a 128 trafiło do szpitali, bądź to na skutek zatrucia dymami, także i czadem w trakcie pożaru, bądź to na skutek poparzeń. W tym roku już mieliśmy prawie 1000 takich wyjazdów. 6 osób zginęło, prawie 100 osób znalazło się w szpitalach. Od września 155 pożarów mieszkań i domów, a w szpitalach znalazło się 12 osób i jeszcze też nikt nie zginął.

czad_5KB: Jakie są najczęstsze przyczyny pożarów w tym okresie? 

MB: Tutaj najczęstszym przyczyną pojawienia się ognia w domu, czyli w miejscu gdzie powinniśmy czuć się najbezpieczniej, jesteśmy my sami. Najczęściej do tego typu pożarów dochodzi w momencie, gdy nie umiejętnie rozpalimy ogień w urządzeniu, którego na co dzień do ogrzewania używamy, bądź to pieca, czy kominka. Gdzieś przez nieuwagę upadnie rozrzażony węgiel, którego nie zauważymy. Po kilkunastu minutach, lub czasami nawet godzinach – z reguły wieczorem – ten rozrzażony węgiel powoduje, że pojawia się ogień, który błyskawicznie rozprzestrzenia się w mieszkaniu.

Następna przyczyny to niesprawne urządzenia grzewcze, szczeliny w przewodach kominowych, nieczyszczone kominy i pożary sadzy w kominach. Z tymi ostatnimi mamy do czynienia praktycznie codziennie. Bagatelizujemy ten problem, a bardzo często dochodzi do tragedii. Wczoraj mieliśmy przypadek, gdzie o mały włos nie doszło do pożaru domu właśnie dlatego, że płonęła sadza w kominie. Źle obudowane kominki i przewody kominowe. Zaczynają się tlić elementy drewniane. Gdzieś tam zabudowaliśmy sobie przewód kominowy, bo chcieliśmy go zamaskować, żeby goście nie widzieli, a później okazuje się że takim działaniem doprowadzamy do tragedii. Złe konstrukcje i złe ustawienie tych przenośnych urządzeń. Na przykład farelka. Przychodzą goście w piątek wieczorem, fajnie jest, koniec tygodnia. Grzałka postawiona za firanką – no przecież nie będzie sąsiad z sąsiadką oglądać naszej stuletniej farelki – i w pewnej chwili firanka, która przykrywała tą farelkę zaczyna płonąć i nie jesteśmy już w stanie nic zrobić.

Tak obrazowo mówiąc, nawet jak ktoś mieszka całe życie w jednym mieszkaniu w momencie, gdy obudzi się w zadymionym pomieszczeniu stwierdza, że nie zna swojego pokoju. Absolutnie nie wie jak z niego się wydostać. Panika, brak widoczności, duszność doprowadzają do tego, że zostaje w swoim mieszkaniu jako ofiara.

KB: Tlenek węgla to jedno z zagrożeń w okresie grzewczym. Ogień z kolei to drugie zagrożenie. Czy jest coś jeszcze, co powinniśmy mieć na uwadze?

MB: Tlenek węgla i ogień są to te dwie najważniejsze przyczyny, te dwa najważniejsze zagrożenia do których jesteśmy wzywani. Na to zwracamy uwagę. Tu wiemy, że jest bardzo dużo ofiar śmiertelnych i w ogóle osób poszkodowanych. Przestrzegamy głównie przed pożarami i przed tlenkiem węgla.

KB: Dziękuję uprzejmie za rozmowę.

MB: Drobiazg.

o autorze

Redakcja/K