Rycerze Floriana czekają na sygnał. Wezwanie do ratowania ludzkiego życia. Porzucają wszystko i oddają się swojemu powołaniu. Ale co dzieje, zanim zadzwoni alarm? Czekanie podczas służby w Państwowej Straży Pożarnej jest zupełnie inne niż strażaka Ochotniczej Straży Pożarnej.

Przygotowania

W straży zawodowej pracownicy nie są stale w gotowości, ale wyłącznie podczas 24-godzinnych służb. W trakcie ich pełnienia nie czekają bezczynnie. Czas wolny od działań ratowniczo-gaśniczych jest skrzętnie zaplanowany. – W zawodowej służbie czas mamy wypełniony po brzegi. Przygotowujemy i przeglądamy sprzęt, usuwamy usterki, ulepszamy naszą siedzibę – mówi Grzegorz, strażak Lotniskowej Wojskowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej. – W trakcie służby wykonujemy prace gospodarcze, czyli czyszczenie wozów, sprzętu, pomieszczeń – relacjonuje Tomek, strażak Państwowej Straży Pożarnej i kadet Szkoły Aspirantów. Jednak czas między wyjazdami alarmowymi w głównej mierze wypełniają różnego rodzaju ćwiczenia i szkolenia.

Ćwiczymy obsługę znajdującego się na wyposażeniu sprzętu, omawiamy różnego rodzaju procedury, ćwiczymy dopiero co rozwijające się w straży ratownictwo medyczne – opowiada Tomek. Z tych działań wyrywa strażaków sygnał alarmu, bo w każdej chwili z głośników może paść komunikat: Uwaga, uwaga! Ogłaszam alarm dla… i wtedy rzucają wszystko, ruszając do akcji.

Zawodowcy, a ochotnicy

Tomek zaobserwował, że po kilkunastu służbach strażaków budzi samo zapalenie się świateł w sali sypialnej. Jeszcze przed komunikatem dźwiękowym o alarmie. – Organizm tak się przyzwyczaja do reakcji na zapalenie się świateł czy komunikat w głośnikach, że czasem czuję pobudzenie jak na służbie w czasie alarmu, kiedy w supermarkecie obsługa podaje jakąś informację przez głośniki – zwierza się Tomek.

W PSP po odbyciu służby strażak jest wolny od czekania na alarm aż do następnej zmiany. Inaczej jest w OSP. Strażak-ochotnik żyje w gotowości przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nigdy nie wie, kiedy nadejdzie wezwanie i z normalnego pracownika czy ucznia zmieni się w ratownika.

Doświadczenie

Wspólne dla wszystkich młodych strażaków jest niecierpliwe oczekiwanie na alarm. – Początkowo żyłem tylko i wyłącznie wyjazdami alarmowymi. Dźwięk syreny produkował adrenalinę. Ten dźwięk odbijający się od bloków był moim pragnieniem – mówi Marcin strażak Ochotniczej Straży Pożarnej. – Czekałem i czekałem, aby zerwać się, porzucić wszystko i biec do remizy – wspomina.

Teraz wie, że był to okres niepełnej świadomości, nie do końca zdawał sobie wtedy sprawę, co tak naprawdę się dzieje. Jak sam dodaje, dopiero później uświadomił sobie rolę, jaką odgrywa w życiu poszkodowanego. Dopiero później jego czekanie się zmieniło.

Nadszedł czas, kiedy zacząłem pojmować sytuację, w której się znalazłem – opowiada. – Każdy alarm napełniał moje serce już nie tylko radością, ale i trwogą.

Marcin zdobywał kolejne doświadczenia i otrzymywał coraz to bardziej odpowiedzialne zadania. Nie myślał już wyłącznie o tym, że za chwilę będą mknęli ulicami miasta, rozświetlając wszystko niebieskim światłem, że w uszach będzie obecny tylko dźwięk syreny.

Zaczęły napływać myśli, co spotka go tym razem, jaką sytuację zastanie na miejscu zdarzenia. Ta świadomość pchała go do samokształcenia. – Starałem się coraz bardziej udoskonalać siebie, nie tylko pod względem technicznym, ale też psychicznym – mówi. – W końcu zostałem strażakiem ratownikiem.

Dojrzałość

Dziś jego życie wygląda inaczej. Nastąpił przełom w jego pożarnictwie, osiągnął dojrzałość. Przestał z niecierpliwością oczekiwać alarmu. Już nie odbiera wszystkiego tak, jak do tej pory. Stara się skupiać na myśleniu podczas działania niż na uczuciach. – Powoli popadam w rutynę. Oczekiwanie całkowicie zniknęło. – mówi Marcin.

A jak to jest ze starszymi stażem strażakami? Według Grzegorza czekania w straży nie można porównać z żadnym innym. – Strażakiem stajesz się w chwili, kiedy przychodzi wezwanie. W takim momencie zrywasz się, porzucasz dotychczasowe czynności i biegniesz do remizy. Tam zmieniasz ubranie, siadasz do wozu i jedziesz nieść pomoc tam, gdzie jest ona potrzebna – podsumowuje Grzegorz. Sam przyznaje, że nie czeka na akcje. One go po prostu zaskakują. Andrzej, strażak Ochotniczej Straży Pożarnej, też nie wyczekuje alarmu. Natomiast czasem przychodzi mu na myśl, że dzieje się coś niedobrego. Zdarza się tak, kiedy widzi załamanie pogody, silne wiatry, mocne opady deszczu czy śniegu. Jednak nie nazywa tego czekaniem na alarm tylko podwyższoną gotowością. Wie, że wezwanie w takich sytuacjach staje się bardziej prawdopodobne. Andrzej nigdy nie czeka na alarm i, mimo że lubi jeździć na akcje, bo czuje się potrzebny, woli, by wezwań było jak najmniej.

Poza czekaniem

Czy czekanie w pracy strażaka jest faktycznie czekaniem? Wydaje się, że nie można tego tak nazywać. Strażak, jak każdy człowiek, ma swoje życie, rodzinę, przyjaciół, marzenia, hobby i czas wolny. Służba nie opiera się wyłącznie na oczekiwaniu. Patrząc na zmieniające się podejście do czekania na wezwanie, można pokusić się o stwierdzenie, że to, jaką rolę odgrywa ono w pracy strażaka, definiuje dojrzałość jego służby. Bo zgodnie ze słowami Alberta Camus: W miarę czekania, przestaje się już czekać.

 

Autor: Małgorzata Kania.

Artykuł ukazał się również opublikowany w magazynie „Pod prąd”.

o autorze

Redakcja