Burmistrz Czeladzi twierdzi, że nic nie wiedziała o przetargu na nowoczesny wóz bojowy dla Ochotniczej Straży Pożarnej, który komornik najpewniej zabierze z remizy. Strażacy są oburzeni, a radni dodają, że pamięć pani burmistrz trzeba będzie odświeżyć w referendum za jej odwołaniem z urzędu.

Lśniący mercedes stoi bezczynnie od listopada, bo Czeladź nie zapłaciła 320 tys. zł, które już ponad rok temu miasto obiecało strażakom na zakup wozu. Kosztował 664 tys. zł, a wszyscy fundatorzy z wyjątkiem gminy (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Katowicach i sami ochotnicy z Czeladzi, którzy zebrali ponad 44 tys. zł) wywiązali się z umowy.

Termin zapłaty brakującej połowy minął 13 grudnia zeszłego roku, ale producent – podczęstochowska firma Bocar – chciał polubownie załatwić sprawę i czekał na jakikolwiek gest miasta. Na początku lutego Bocar dał ultimatum czeladzkim strażakom (wóz przystosowano specjalnie do wymiarów ich remizy i zarejestrowano na OSP w Czeladzi), że jeśli w ciągu tygodnia nie zobaczy pieniędzy na koncie, skieruje pozew do sądu. – Druhowie tak samo jak my są w tej sprawie poszkodowani – zaznaczają przy tym przedstawiciele Bocaru, którzy miasta pozwać nie mogą, bo nie gmina jest właścicielem pojazdu.

Burmistrz Teresa Kosmala twierdzi, że o zakupie wozu dowiedziała się dopiero jesienią, po rozstrzygnięciu przetargu, więc to strażacy są winni, że nie dostali pieniędzy. Nie zadbali o podpisanie szczegółowej umowy między miastem a OSP (jest w Czeladzi stowarzyszeniem). W ogóle nie zależało im, by dopełnić formalności, a teraz jest już za późno.

Strażacy są zszokowani. – Nigdy w życiu nie odważylibyśmy się rozpisywać przetargu, gdyby nie zapewnienie gminy, które na piśmie podpisały skarbnik i wiceburmistrz Czeladzi, że pieniądze – 320 tys. zł – na ten cel zarezerwowano w budżecie miasta na 2012 r. Od początku zeszłego roku mamy je w dokumentach! – mówi Marian Indeka, szef katowickiego oddziału Związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP.

Marek Popielski, młody naczelnik OSP w Czeladzi, dodaje, że gotowa umowa w sprawie zakupu mercedesa od miesięcy leży w biurku Teresy Wąsowicz, zastępczyni burmistrz Kosmali, która obiecywała, że ją podpisze. Tłumaczeniami, które teraz rozpowszechnia UM, zaskoczeni są również radni, bo jeszcze pod koniec 2011 r. – właśnie z myślą o kupieniu nowego wozu do czeladzkiej remizy – przegłosowali w budżecie 320 tys. zł, a więc dokładnie tę kwotę, której ciągle brakuje na koncie OSP.

Urzędnicy nie wyjaśniają, dlaczego miasto ostatecznie nie podpisało umowy z OSP. Urząd miejski enigmatycznie ogłasza, że przyczyną były braki formalne. Dlaczego więc nie wezwano strażaków do ich uzupełnienia? Dlaczego o zaniedbania oskarża się teraz druhów, gdy to urzędnicy wzięli problem na przeczekanie? Burmistrz Kosmala jest zdania, że na podstawie samej uchwały budżetowej nie wolno jej przekazywać pieniędzy, bo zabrania tego prawo.

Tymczasem jeszcze ponad miesiąc temu współpracownicy Kosmali mówili, że przyczyną kłopotów nie są przepisy, ale zwyczajne pustki w budżecie gminy, których – wbrew przewidywaniom – nie udało się załatać milionami ze sprzedaży gminnych działek, na które zabrakło chętnych pod koniec roku. Jeszcze w listopadzie UM na oficjalnej stronie chwalił się, że Czeladź ma nowy wóz bojowy, którego nie byłoby bez udziału gminy, a uroczystość przekazania sprzętu strażakom nastąpi najpóźniej na początku tego roku.

– Jeśli uchwały radnych są dla burmistrz nieważne i nie czuje się przekonana do tego, by je wykonać, to najwyraźniej przyszła pora, by przekonało panią Kosmalę referendum, w którym zostanie odwołana z urzędu – zapowiada ostro Kamil Kowalik, czeladzki radny opozycji, która wkrótce rozpocznie przygotowania do akcji referendalnej w mieście.

Marian Indeka, szef OSP w Katowicach, kręci z niedowierzaniem głową: – Strażakiem jestem od prawie 40 lat i nie pamiętam sytuacji, by kiedykolwiek komornik zabrał z remizy jakikolwiek sprzęt ratunkowy za długi. To będzie pierwszy taki przypadek w Polsce!

Żródło: Gazeta.pl

&

&

&

o autorze

Redakcja