Co wydarzyło się w kabinie strażackiego mana? Zagadkę dziwnego wypadku druhów wyjaśnia policja. Ich samochód dachował w drodze do pożaru traw. Specjalistyczny wóz jest roztrzaskany. Do szpitala trafiła poparzona kobieta, który jechała na akcję ze strażakami.

Straty są ogromne. Druhowie Ochotniczej Straży Pożarnej w Kalwarii Zebrzydowskiej zaliczyli pechową wpadkę podczas nocnej akcji przy gaszeniu traw. Ich cenny wóz, specjalistyczny gaśniczy man, o który starali się przez wiele lat, wygląda dziś jak wrak. W nocy z niedzieli na poniedziałek (26.03) wezwano ich do akcji gaśniczej przy pożarze traw w Leńczach.

„To był ciężki dzień, nasi druhowie wyjeżdżali go pożarów traw przez całą niedzielę. Tak jest już od kilku tygodni. Ciągle trawy palą się okolicy” – mówi nam anonimowo jeden z kalwaryjskich strażaków. W akcji w Leńczach nie uczestniczył.

Tuż przed północą ekipa druhów z Kalwarii Zebrzydowskiej zapakowała się do mana i ruszyła na sygnale do Leńcz. Chcieli zdążyć, by zapobiec nieszczęściu. Na akcję jednak nie dojechali, bo to im trzeba było udzielać pomocy. Nie wiadomo dlaczego samochód na sygnale nagle zjechał z drogi i dachował.

„Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący pojazdem na łuku nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze, w wyniku czego stracił panowanie nad pojazdem, zjeżdżając w prawo, po czym dachował uderzając w ogrodzenie, następnie bramę posesji i na końcu w słup telefoniczny” – potwierdza nam Elżbieta Goleniowska – Warchał, rzecznik Komendy Powiatowej Policji.

Policjanci prowadzą w sprawie zdarzenia w Leńczach swoje dochodzenie. Wstępnie przyjęto, że to kolizja. Man jest roztrzaskany.

„To duża dla nas strata, samochód był nowy. Staraliśmy o ten wóz przez wiele lat. Gmina pokryła część pieniędzy wydanych na zakup” – przyznaje Piotr Śliwa, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Kalwarii Zebrzydowskiej. Strat jeszcze nie wyceniono.

We wtorek (27.03) do remizy w Kalwarii Zebrzydowskiej ma przyjechać rzeczoznawca ubezpieczyciela, więc może uda się odzyskać część pieniędzy. Piotr Śliwa nie chce rozmawiać z nami, o tym co wydarzyło się tej pechowej nocy w kabinie strażackiego mana. Jest jednak co wyjaśniać.

Jak udało nam się jednak ustalić, w kolizji ucierpiała jedna z osób, która podróżowała manem. To kobieta, którą pogotowie ratunkowe zabrało z wypadku do szpitala z poparzonym brzuchem i ogólnymi potłuczeniami. W chwili gdy samochód dachował w kabinie doszło do rozszczelnienia butli z tlenem, której wybuch spowodował bolesne poparzenia u pasażerki.

Na szczęście obrażenia kobiety okazały się niegroźne dla jej życia. Po opatrzeniu ran opuściła szpital. Co robiła kobieta w środku nocy w kabinie strażackiego mana podczas wyjazdu na akcję gaśniczą? I czy w ogóle mogła tam przebywać? Pytania te pozostają na razie bez odpowiedzi. Ale zagadek jest więcej.

Tuż po wypadku policja przebadała alkomatem uczestników tego wypadku. Kierowca mana był trzeźwy, ale z pozostałymi trzema druhami już tak dobrze nie było. Wynik badania wskazał na to, że wszyscy trzej byli oni pod wpływem alkoholu.

To wszystko nie wygląda więc dobrze. Duhowie OSP muszą się bowiem teraz po męsku rozliczyć z tej pechowej akcji. Do tego trzeba będzie jeszcze pokryć straty zniszczonego ogrodzenia, bramy i słupa telefonicznego.

Ochotnicza Straż Pożarna w Kalwarii Zebrzydowskiej ma opinię jednej z najlepszych jednostek gaśniczych w powiecie. Działa na dużym terenie nie tylko kalwaryjskiej gminy, gdzie często jest pierwsza na miejscu takich zdarzeń jak wypadki i pożary. Jednostka stanowi duże wsparcie dla zawodowych strażaków. W ciągu ostatniego roku uczestniczyła w ponad 180 interwencjach.

Źródło: Wadowice24.pl

o autorze

Redakcja