Przy nielicznych jednostkach jeszcze funkcjonują. Niewielka część z nich odnosi wielkie sukcesy. Większość członków po swojej działalności za młodych lat pomaga dzisiaj zawodowo. Mowa tu oczywiście o Młodzieżowych Drużynach Pożarniczych, których w naszym kraju niestety jest jak na lekarstwo. W czym może tkwić problem? Może to młodzi ludzie są obojętni w stosunku do pomocy drugiemu człowiekowi? A może jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych nie chcą zajmować się młodszymi kolegami?

Dzisiejsza młodzież szuka różnego rodzaju rozrywki. Wydaje jej się, że najbezpieczniejszym i najbardziej anonimowym miejscem jest Internet. Kilka godzin dziennie w wirtualnej rzeczywistości wystarcza za kontakty towarzyskie, rozrywkę i naukę razem wzięte. Tyle spraw można załatwić bez wychodzenia z domu, czyż to nie wspaniałe? Okazuje się, że nie. Cierpią na tym nie tylko dzieci, ale i rodzice oraz nasi sąsiedzi. W jaki sposób? Osoby, które nie potrzebują wyjść z domu, żeby dowiedzieć się czegoś, pograć w piłkę czy spotkać się na ognisku ze znajomymi, nie potrzebują też wizyt w remizie lokalnej straży. Oznacza to, że mimo wielu prób, chęci wciągnięcia kogokolwiek w szeregi młodych strażaków kończą się małym zainteresowaniem, a jeszcze częściej niepowodzeniem. Rola MDP jest równie ważna jak samej OSP, lecz tak naprawdę mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę.

Młodzież od 8 (w zależności od statutu OSP) do 18 roku życia może przystąpić do lokalnej Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Jest to dobry okres na wstąpienie w szeregi czerwonej straży. Opiekunowie próbują zainteresować swoich młodszych kolegów przychodzeniem na zbiórki organizując różnego rodzaju rozrywki, gry z wykorzystaniem armatury wodnej, ogniska, czy wyjścia plenerowe z wykorzystaniem gier terenowych. W czym pomagają takie małe przedsięwzięcia? Podczas każdego spotkania z młodzieżą można wymyślić różnorodne zadania powiązane z tematyką strażacką. Uczyć obsługi sprzętu przez zabawę. Poza tym, im szybciej w młodym człowieku zaszczepimy swoją pasję, pomoc innym w szeregach straży pożarnej, tym pewniejszym jest, że w przyszłości będzie nas godnie zastępować.

Smutnym faktem jest, że MDP istnieją już tylko przy nielicznych remizach. Niewielkie zainteresowanie zarządu, brak jakichkolwiek akcji promocyjnych lub prób utworzenia drużyny powodują, że nikt nie wie o jej istnieniu. Co więcej, Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze są tak naprawdę zabezpieczeniem jednostek w gotowość bojową na przyszłość. Z autopsji wiem, że znaczna część naczelników OSP zdaje sobie sprawę z tego faktu, że za kilka, może kilkanaście lat, większość starszych członków OSP nie będzie już w stanie brać czynnego udziału w akcjach ratowniczo-gaśniczych z naturalnych przyczyn. Dlatego młodzież przystępująca w szeregi MDP jest wychowywana właśnie w duchu, że za kilka lat to ona będzie jechała w czerwonym samochodzie, ratowała życie i mienie drugiego człowieka, czy będzie ściągała kota z drzewa. Dzięki temu, w jaki sposób to my, opiekunowie drużyn młodzieżowych oraz starsi koledzy, przekażemy swoją wiedzę na temat ratownictwa medycznego, technicznego czy po prostu podstawowego, będzie zależało to, czy młody strażak będzie czynnie, z uśmiechem na twarzy przychodził do strażnicy, czy wręcz przeciwnie – będzie omijał ją szerokim łukiem.

Są w naszym kraju jednostki, których zarządy pomagają w prowadzeniu jakichkolwiek działań z młodzieżą. Stosunkowo jest ich niewiele, w porównaniu do takich, w których drużyna istnieje tylko na papierze. Rzeczywistość potrafi nas zaskakiwać, nawet w tej kwestii. Zazwyczaj nikomu starszemu nie chce się zajmować cudzymi dziećmi, więc nałożą takie brzemię na kogoś młodszego, kto wywodzi się z owej drużyny, a ukończył już magiczny wiek 18 lat. Taka osoba, często jeszcze bez doświadczenia dydaktycznego, czy nawet przeszkolenia podstawowego, nie ma umiejętności ani wiedzy jak zająć się taką drużyną. W takich sytuacjach szuka się pomocy dosłownie wszędzie, tylko nie w zarządzie swojej OSP. Dobrym źródłem informacji są opiekunowie innych drużyn, którzy bardzo chętnie udzielą informacji o prowadzeniu swojej drużyny, oraz jak można zainteresować młodszych kolegów na regularne uczęszczanie na zbiórki oraz wiele więcej.

Przy takiej pomocy jest ogromna szansa na pełne działanie i spełnienie się w drużynie. Są młodzieżówki, które mają bardzo dobre wyniki nie tylko w zawodach sportowo-pożarniczych. Jeżeli młodzież przychodzi do remizy z uśmiechem na twarzy i dobrze się bawi, oznacza to, że opiekun dobrze spełnia swoje obowiązki. Ponadto wieść, że w młodzieżówce dobrze się dzieje, obiegnie całą miejscowość, a nawet i gminę, co może poskutkować tym, że brama remizy nie będzie zamykała się od rekrutów. Ponadto może zmienić się przekonanie władz do naszej drużyny, a to już wiadomo, czym może poskutkować.

Mogłoby się wydawać, że nie ma żadnych ciekawych rozwiązań, co można robić z taką młodzieżówką. Po raz kolejny – nic bardziej mylnego. Nawet jak drużyna składa się z zaledwie dziewięciu osób, można ją przygotowywać już do zawodów według regulaminu CTIF. Gdy członków jest mniej, zawsze można przygotowywać inne zajęcia. Większość jednak zniechęca się tym, że tor szkoleniowy do tych zawodów kosztuje nawet do kilku tysięcy złotych. Z własnego doświadczenia wiem, że taki tor można wykonać samodzielnie, z kilku elementów, które powinny znaleźć się w każdej remizie. Ostatecznie koszt wykonania prowizorycznego, ćwiczeniowego toru może zamknąć się w kilkuset złotych. Idąc dalej, młodzi ludzie, którzy już pojawiają się regularnie na zbiórkach domagają się wiedzy praktycznej i teoretycznej na tematy typu, co to jest prądownica i jak się z niej strzela wodą, po co jest sorbent, jak wygląda prawdziwa akcja ratownicza-gaśnicza, co znajduje się w samochodzie bojowym i można tak wymieniać dalej. Jest multum możliwości, jakimi można zająć młodzież w straży pożarnej. Krótko mówiąc, jest mnóstwo możliwości na odciągnięcie młodych ludzi od komputera.

Drużyny zwykle cierpią z powodu braku finansowania ze strony władz. Można sobie z tym problemem łatwo poradzić. Porozmawiać z rodzicami naszych pociech, niech upieką kilka ciast, porozmawiać z przedstawicielami większych firm, sklepów – zawsze jakiś sponsoring (nie koniecznie finansowy) się znajdzie. Takie produkty mają ogromną popularność na różnego rodzaju festynach. Domowe ciasto za kilka złotych? Małe dzieci wręcz zmuszą rodziców, żeby kupili im kawałek szarlotki. Po festynie drużyna może spotkać się pod strażnicą na ognisku, pośmiać się, porozmawiać, zjeść kiełbasę i cieszyć się z zarobionych kilku groszy. Takie akcje naprawdę łączą drużynę, a w straży chyba o to chodzi, żeby każdy dla każdego był jak brat.

 

o autorze

Redakcja/K