Małe miasteczko znajdujące się prawie nad samym morzem, 70 kilometrów od Szczecina. Spokojną, świąteczną noc przerywa powiadomienie straży pożarnej o wielkim pożarze budynku socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Zginęło 21 osób, kolejnych 20 zostało rannych. Dramat – komentują ludzie. Czy musiało do tego dojść? Kto zawinił? Czy strażacy zrobili wszystko, co w ich mocy?

Amatorzy, tchórze, sztucznie wykreowani bohaterzy – głównie takimi określeniami nazywa strażaków większość świadków pożaru oraz ludzi śledzących zdarzenie w mediach. Oto obiegowa opinia na temat ratowników straży pożarnej uczestniczących w akcji gaśniczej dawnego hotelu robotniczego w Kamieniu Pomorskim. Dlaczego zatem doszło do takiej sytuacji? Czy świadkowie zdarzenia mają rację? Jak powinniśmy się zachować?

Na początek można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż strażacy, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce działań podczas dzisiejszej nocy, trafili prosto do piekła. Przytoczmy tutaj krótką wypowiedź jednego ze strażaków biorącego udział w akcji:

– Budynek płonął jak pochodnia. Nie dawaliśmy rady ratować ludzi, jednocześnie go gasząc. Na miejscu pożaru jeden wielki krzyk. Ludzie skaczący z okien, wołając o pomoc, dookoła ranni. Mieliśmy problem z zasileniem wodnym, nie działały okoliczne hydranty. Ratownicy byli wyczerpani bieganiem z ciężkim sprzętem – Oni cały czas ratowali ludzi… Dopiero po uspokojeniu się sytuacji i krótkim odpoczynku wyczerpanych strażaków przystąpiliśmy do akcji gaśniczej. Nie było szans na ratowanie budynku.

Sam opis zdarzenia, choć krótki i mało szczegółowy, budzi w nas niepokój i grozę. Budzi te uczucia w ludziach, którzy spotykają się z dramatami ludzkimi w codziennej służbie.

Co natomiast musieli czuć ratownicy przybyli na miejsce jako pierwsi, widząc na swoich oczach przytłaczający ich ogrom zdarzenia? Przypomnijmy, że do pożaru pierwsze dotarły dwa zastępy gaśnicze z Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej w Kamieniu Pomorskim w sile dwóch zastępów gaśniczych oraz sześciu ratowników. Wyobraźmy sobie sytuację w jakiej został postawiony dowódca sekcji. Jaką trudną decyzję musiał podjąć, w momencie, kiedy ludzie skakali z okien w płonących ubraniach, kiedy ludzie krzyczeli o pomoc, leżąc pod płonącym budynkiem z połamanymi nogami, kiedy przy każdym powiewie wiatru w powietrzu unosił się swąd płonących ludzkich ciał…?

Czy działania zostały przeprowadzone prawidłowo? Wydaję mi się, że na to pytanie nie będzie można odpowiedzieć w 100% nigdy. Jako ludzie związani z pożarnictwem zawodowo, możemy z pełną odpowiedzialnością zapewnić, że będący na miejscu strażacy chcieli jak najlepiej i zrobili wszystko, aby uratować jak największą ilość osób czekających na pomoc. Wiadomym faktem pozostaje to, iż niemożliwością jest uratowanie wszystkich osób, mając w początkowej fazie prowadzenia akcji takie możliwości, w stosunku co do wiele większych potrzeb. Doskonale rozumiemy to, że strażacy nie są maszynami – to też ludzie, którzy nie mają fizycznych możliwości wejścia w otwarty ogień bądź ugaszenia takiego pożaru w przeciągu 10 minut.

Czy dodatkowa pomoc nadeszła w odpowiednim czasie? Nie pozostawia żadnych wątpliwości jasna odpowiedź na to pytanie – tak. W działaniach uczestniczyło 21 zastępów. Niektóre pojazdy dojeżdżały z miejscowości oddalonych o kilka bądź kilkanaście kilometrów. Nawet przy jeździe alarmowej, w porze nocnej, zajmuje to sporo czasu. Czemu nie rozumieją tego cywilni świadkowie wypadku? Nerwy, stres, często ból po utracie bliskich osób… – musimy zacisnąć zęby i to zrozumieć.

Podsumowując – Moim zdaniem, posiadając informację uzyskane z mediów, jak każdy z nas (także zwykli obywatele), nie powinniśmy wysuwać absolutnie żadnych oskarżeń w stronę strażaków uczestniczących w akcji gaśniczej. Jako ludzie zainteresowani branżą doskonale rozumiemy fakt, że tak musiało być. Doskonale znamy bezradność z jaką musimy spotykać się na innych, podobnych zdarzeniach. Tutaj można powiedzieć o wielkim pechu i wielu utrudnieniach, z jakimi przyszło się spotkać ratownikom podczas prowadzenia omawianych działań. Lecz tym faktem zajmiemy się może w innym materiale.

W imieniu redakcji, użytkowników Polskiego Serwisu Pożarniczego oraz wszystkich strażaków RP składamy najszczersze kondolencje bliskim ofiar oraz dziękujemy strażakom uczestniczącym w akcji za ciężkie, ofiarne działania – nawet z narażeniem życia…

Autor – Tomasz Pluta

o autorze

Redakcja