W dniu 30 października 2017 r. doszło do kolejnego wypadku w którym poszkodowany został strażak. O którym możecie przeczytać w tym artykule

Można by powiedzieć nic takiego „taka praca”, jednak czy aby tylko i na pewno? Przecież każdy wypadek to nie tylko osobisty dramat poszkodowanego, jego bliskich i kolegów ze służby. W krajach o rozwiniętej kulturze ratownictwa to przede wszystkim „porażka systemu”, która podlega gruntownej analizie, z której wyciągane są wnioski i dawane rekomendacje na przyszłość.

Sądziłem, że zdarzenie z Białegostoku, gdzie w maju  tego roku zginęło dwóch strażaków będzie momentem przełomowym w polskim ratownictwie. Niestety do dnia dzisiejszego ratownicy w Polsce nie wiedzą co tam się stało i dlaczego do tego doszło.

Zaczynam mieć podejrzenie, że nieszczęścia i wypadki w służbie to nie powód do dociekań przyczyn tych zdarzeń i wyciągania wniosków a narzędzie do oddziaływania na emocje celem zdobywania sympatii społeczeństwa i punków w rankingach zaufania. Bo czemu służą takie suche informacje ze strony internetowej KG PSP?

Niestety mam już teraz takie przekonanie graniczące z pewnością, że w głowach decydentów (mam nadzieje nie wszystkich) strażak ma być tylko bohaterem a nie profesjonalistą czyli ratownikiem, który ciągle się doskonali i „uczy się też na krwi swoich kolegów”. To bardzo przykre.

Może zabrzmi to trochę chłodno ale moim zdaniem każdy przypadek wypadku strażaka jest okazją żeby nagłośnić istniejące problemy służby. Stała się rzecz tragiczna to nie ulega wątpliwości ale z szacunku dla zmarłych kolegów powinno się sprawę „rozłożyć na czynniki pierwsze” a z wnioskami i rekomendacjami z tej akcji zapoznać wszystkich strażaków PSP i OSP.

Nie chodzi tu o szukanie winnych a jedynie o wyciągniecie wniosków, naukę – być może też zainicjowanie zmian w systemie szkolenia oraz taktyce, które wykluczą lub obniżą prawdopodobieństwo wystąpienia takiego dramatu w przyszłości.

Trudno jest mi się pogodzić z sytuacjami, w których śmierć czy ofiara życia dwóch strażaków z Białegostoku, kalectwa innych poszłyby na marne! Wszędzie na świcie takie sytuacje są gruntownie analizowane, często staja się podstawą scenariuszy ćwiczeń lub zaczynem głębszych zmian systemowych w szkoleniu czy taktyce. Nawet małe incydenty jak np. poparzenie dłoni strażaka w rękawicy są analizowane i omawiane na specjalnych konferencjach przy okazji różnego rodzaju targów. Przykładem mogą tu być Targi FDIC odbywające się w Indianapolis w USA czy europejskie Interschutz.

Zaraz po nieszczęściu wszyscy mówią, że jest żałoba i nie wypada tematu poruszać. Później jest „czas analizy” przez system, mija pól roku i nic. Za to kolejny strażak w podobnych okolicznościach cudem uniknął śmieci. Pytam w czym jest problem, że do tej pory analiza akcji z Białegostoku nie jest strażakom znana? Ten konkretny przypadek czy brak rozwiązań systemowych? Bo jeśli ten konkretny przypadek to dalej trzeba czekać na wyjaśnienie sprawy. Jeśli brak rozwiązań systemowych, to wyjaśnienie sprawy nic nie zmieni. Ta jedna jedyna akcja miała mieć nagle dobre rozwiązania?

Myślę, że uczciwie jest powiedzieć, że:

W tego typu sytuacjach winny jest zawsze „system” a poszczególni strażacy są przeważnie ofiarami wadliwych rozwiązań systemowych albo ich braku. 

Autor: Tomasz Krasowski

Zapraszamy na bloga autora.

o autorze

Redakcja