– Nie mieliśmy podstaw, by oskarżyć jednego ze strażaków o podpalenia, mieliśmy je za to do zawieszenia tych, którzy nie chcieli z nim jeździć – tłumaczą władze Ochotniczej Straży Pożarnej w Sianowie.

Trzech strażaków ochotników z Sianowa zostało zawieszonych po tym, gdy odmówili wyjazdu do pożaru z kolegą podejrzewanym o podpalenia.

– Będziemy walczyć z patologią – zapowiadają bracia Grzegorz i Łukasz Rutkowscy oraz Rafał Pociask, którzy przez kilkanaście lat służyli w sianowskiej Ochotniczej Straży Pożarnej. Służyli, bo 1 lutego wszyscy otrzymali pisma informujące ich o zawieszeniu w czynnościach strażaka.

„Podstawą było niegodne zachowanie druha w dniu 29.01.2013 r. polegające na odmowie wyjazdu do działań ratowniczo-gaśniczych, pomimo przybycia naogłoszony alarm i gotowości wyjazdowej” – czytamy w uzasadnieniach.

Strażacy chcieli jechać, ale nie z kolegą podejrzewanym o podpalenia, który znalazł się w ich zastępie. – Nie będziemy jeździć z podpalaczami, bo patologie w straży trzeba zwalczać – mówią i przypominają serię podpaleń śmietników i pustostanów w Sianowie, jaka miała miejsce w ubiegłym roku. – Kiedy tylko był jakiś pożar dziwnym trafem,w nocy, zawsze pierwszy był pod remizą
druh Michał (20 lat, prawdziwe dane do wiad. red.), który nawet nie był podłączony do systemu alarmowego, więc nie dostawał powiadomień na telefon – wskazuje Łukasz Rutkowski,do chwili zawieszenia zastępca naczelnika OSP w Sianowie.

Punktem przełomowym konfliktu w sianowskiej straży było listopadowe podpalenie śmietnika przy gminnym gimnazjum. – Wiedzieliśmy, że obok jest kamera monitoringu i zgłosiliśmy sprawę komendantowi z sugestią przejrzenia jej zapisu – opowiada Grzegorz Rutkowski. – Okazało się, że tuż przed alarmem pożarowym, w podwórze przy śmietniku wchodził wspomniany druh.

Sprawa stanęła na zarządzie jednostki, gdzie podejrzany nie przyznał się do podpalenia.

– Przyznał się za to do kilku innych, które popełnił w poprzednich latach – twierdzi Grzegorz Rutkowski. – Jednak zarząd nie wyciągnął wobec niego żadnych konsekwencji, dlatego postanowiliśmy, że nie będziemy z nim jeździć.

– Nie było żadnych dowodów, sylwetka na nagraniu była niewyraźna, więc nie mieliśmy podstaw, by oskarżyć jednego ze strażaków o podpalenia i zabronić mu udziału w akcjach – podkreśla Marek Brzozowski, naczelnik OSP.

Wtóruje mu prezes jednostki. – Chłopak przyznał się wprawdzie, że coś tam podpalał jako dzieciak, ale przecież nie możemy się tym sugerować. Jeśli ktoś prześwietlałby, co dzieciaki robiły za młodu, to pewnie wielu nie mogłoby zostać policjantami czy księżmi – uważa Kazimierz Grzywacz, dodając, że za niewyciąganiem konsekwencji wobec domniemanego podpalacza głosował także Łukasz Rutkowski.

– Zrobiłem to, by nie szkodzić jednostce, bo były na mnie naciski, że zabiorą nam przez to pieniądze, nie dostaniemy nowego samochodu i mogą nawet nas rozwiązać – przyznaje strażak.

Kierownictwo OSP zaprzecza, a przewinienie zawieszonej trójki wskazuje jako ewidentne.

– Sprzeniewierzyli się przysiędze i całej idei służby strażackiej, odmawiając wyjazdu na akcję. Nie możemy sobie pozwolić na sytuacje, gdzie strażacy się na siebie obrażają, bo od nas zależy życie i zdrowie ludzi – zaznacza prezes jednostki.

Nie miał znaczenia staż protestujących ani fakt, że jeden z nich był zastępcą naczelnika. Sam Łukasz Rutkowski wskazuje, że w feralnym dniu w remizie byli jeszcze inni druhowie, ale wobec nich nie wyciągnięto konsekwencji. – Poza tym zawieszenie jest niezgodne ze statutem, który nie przewiduje takiej kary – dodaje.

– Zdajemy sobie z tego sprawę i zrobiliśmy to z bólem, ale uznaliśmy, że będzie to najlepsza decyzja, do czasu aż w sprawie nie wypowie się walne zebranie członków (tylko ono ma prawo wykluczyć strażaka ze swoich szeregów – red.) – wyjaśnia Kazimierz Grzywacz.

Zebranie zaplanowano na 22 lutego. Zawieszeni jeszcze zastanawiają się, czy przedstawić tam swoją wersję. – Podejrzewamy, że będzie to lincz na nas, a zarząd zrobi wszystko, żeby sprawa nie wyszła na zewnątrz – mówią.

O poważnym konflikcie w sianowskiej straży nic nie wiedział prezes zachodniopomorskiego związku OSP. Usłyszał o tym dopiero od nas. – Z pewnością przyjrzę się sprawie – zapowiada Stanisław Dycha. – Tym bardziej że nawet pojedyncze przypadki patologii bardzo szkodzą dobremu wizerunkowi ochotników.

Sprawą zainteresował się także burmistrz Sianowa, który wspiera jednostkę finansowo. – To jest stowarzyszenie i jako takie ma prawo samo decydować o swoich członkach. Dla mnie jednak najważniejsze jest bezpieczeństwo mieszkańców, dlatego planuję bliżej zapoznać się z tą sytuacją – mówi Maciej Berlicki.

Na to właśnie liczą zawieszeni. – Może, jeśli będziemy mogli przedstawić swoje racje osobom z zewnątrz, to ktoś zrobi w jednostce porządek. Jeśli nie, będziemy bronić swojego dobrego imienia w sądzie – kwitują.

Źródło: gk24.pl

o autorze

Redakcja