Do groźnego pożaru poddasza doszło kilka dni temu na jednym z osiedli domków jednorodzinnych w Kościanie (województwo wielkopolskie). Na szczęście nikomu nic się nie stało, a dom został zniszczony w małym stopniu, lecz zachowanie właściciela budynku wprawiło strażaków w osłupienie.

Kilka dni temu na jednym z kościańskich osiedli wybuchł pożar. Pożar jak pożar. Paliło się poddasze w budynku jednorodzinnym. Podczas, gdy w domu toczyło się normalne życie w przestrzeni pomiędzy dachem a stropem ogień trawił kolejne elementy drewnianej konstrukcji. Po pewnym czasie niebezpieczeństwo zostało zauważone przez mieszkańca sąsiedniej posesji. To on poinformował strażaków, że na szczytowej ścianie budynku obok widzi płomienie i dym.

Zaledwie po 4 minutach dwa bojowe wozy na sygnałach podjechały pod posesję wzbudzając niemałe zainteresowanie mijanych kolejno domostw. Już zewnętrzne oględziny utwierdziły strażaków w przekonaniu, że sytuacja jest poważna. Rozpoczęto przygotowania do akcji a dowódca udał się do drzwi wejściowych domu, aby zagrożenie rozpoznać od wewnątrz i mieszkańcom nakazać opuszczenie obiektu. Stając na progu nie przypuszczał, że w obliczu zagrożenia drzwi wejściowe będą jeszcze zamknięte a domownicy nie odpowiedzą na kilka kolejnych, nerwowych dzwonków.

Dzwonek! Jeden, drugi, trzeci, stukanie do okien. W końcu na progu staje mężczyzna wyraźnie zaskoczony i zdziwiony widokiem gościa w strażackim mundurze, hełmie, z czymś dużym na plecach, który coś tłumaczy i próbuje przekroczyć próg jego domu. Intruz wygląda jak turysta wybierający się na wyprawę, na hełmie ma latarkę i w ręku jakiś czarny, ciągle gadający przedmiot. Mało tego. ów mundurowy informuje, że w domu się pali i trzeba natychmiast wyłączyć prąd, gaz i wyjść na zewnątrz. A może to jakaś ukryta kamera lub inne przedsięwzięcie w tym stylu? Mężczyzna pomyślał z pewnością, że przecież takie rzeczy dzieją się gdzieś daleko, później pokazują to w wiadomościach, ale nie żeby w jego domu nie, to niemożliwe.

Jeszcze kilka minut strażak przekonywał właściciela aż ten w końcu uległ perswazji wracającej do domu żony i zezwolił na wejście. Za chwilę jednak ratownicy ponownie zostali zaskoczeni. Od kilku minut prowadzili już działania na poddaszu walcząc z pożarem, gdy przechodząc obok salonu zastali… właściciela w fotelu całkiem spokojnie oglądającego telewizję. Przecież chwilę wcześniej w całym domu wyłączono prąd.

A teraz pora na happy end. Pożar został ugaszony, dach i cały dom uratowano aczkolwiek ze względu na konstrukcję poddasza nie było to zadanie łatwe i szybkie. Precyzyjne, momentami wręcz chirurgiczne działania, pozwoliły ugasić ogień niewielką ilością wody. Kolejny raz nieoceniona okazała się pomoc kamery termowizyjnej. Po zakończeniu działań właściciel podziękował strażakom i przeprosił za swe zachowanie. Tłumaczył się, że ze względu na lokalizację, posesję odwiedzają często przypadkowi i zupełnie nieproszeni goście. Poza tym pod nieobecność żony od kilkudziesięciu minut drzemał w fotelu, grzejąc się przy rozpalonym wcześniej kominku. To właśnie złe wykonanie odprowadzenia spalin zostało uznane za przyczynę pożaru.

o autorze

Redakcja