Podczas gdy u nas trwają jeszcze polityczne targi, w Niemczech władze państwowe, krajowe i samorządowe, a także służby ratownicze zderzają się z realnymi problemami wynikającymi z masowego napływu uchodźców/imigrantów. A sytuacja dosłownie z tygodnia na tydzień się coraz poważniejsza.

Po festiwalu euforii, bezinteresownej pomocy, spontanicznego wolontariatu, w tej chwili mamy coraz bardziej dramatyczne próby zaprowadzenia porządku w narastającym chaosie. Przełomowe było zdecydowanie oświadczenie burmistrza (dotychczas dobrze sobie radzącego) Monachium, że wyczerpały się możliwości pomocy ze strony miasta i nie jest ono w stanie przyjąć więcej migrantów. Nie wystarczy już zapełnianie pustostanów czy suteren, ani nawet stawianie miasteczek kontenerowych. Nieustająca struga przybyszów sięga nie kilkuset, a kilku tysięcy dziennie. Obecnie „w modzie” są już miasteczka namiotowe, a większe hale (np. sportowe) są w cenie jak tymczasowe miejsca kwaterunku. O ile dotychczas straż pożarna, THW i organizacje zajmujące się pomocą medyczną i humanitarną pomagały w organizacji pomocy, to teraz wymaga się od nich znacznie dalej idących poświęceń.

Land (kraj związkowy) Dolna Saksonia podjął w ostatni czwartek decyzję o tymczasowym zamknięciu dwóch krajowych szkół pożarniczych w Celle i Loy i umieszczeniu w nich ok. 700 przybyszów z Azji i Afryki. Powód: do niedzieli Dolna Saksonia musi znaleźć miejsce dla 2100 migrantów (!) z centralnego „rozdzielnika”. Wszystkie jeszcze trwające kursy w szkołach zakończą się przyspieszonymi egzaminami, a kolejne nie odbędą się w ogóle. W tym momencie ustanie napływ dowódców, operatorów sprzętu specjalistycznego, itd. dla OSP w Dolnej Saksonii. Nie wiadomo, czy anulowane kursy będą powtórzone. Nie wiadomo także, kiedy choć częściowo będzie można wznowić pracę. W tej chwili mowa jest o zamianie hal szkoły w ośrodek dla uchodźców na „czas nieokreślony”. O powadze sytuacji świadczy fakt, że tylko w ciągu ostatnich 3 tygodni (!) Dolna Saksonia przyjęła więcej potencjalnych azylantów (13 tys.) niż w całym roku 2013 (12 tys.)… A to tylko 1 z 16 landów niemieckich.

Całkowite zamknięcie szkół pożarniczych to pierwszy tak radykalny krok władz kraju związkowego (to im podlegają w Niemczech tego typu ośrodki szkolenia); obozy przejściowe dla uchodźców/imigrantów zorganizowano również w szkołach pożarniczych innych landów (Hamburg, Brandenburgia, Badenia-Wirtembergia), ale mimo ograniczeń lokalowych nie przerwały one pracy. Oczywiście wykorzystywane są również inne obiekty, np. szkolne sale gimnastyczne, ale zapewne landom jest łatwiej zmienić przeznaczenie własnych obiektów niż naprędce szukać ich u innych zarządców. Niemniej i to powoduje napięcia; kilka tygodni temu przeznaczona na obóz przejściowy dla 700 osób hala sportowa w Nauen k/Berlina spłonęła w wyniku podpalenia przez nieznanych sprawców (była jeszcze pusta). Do pożarów wywołanych podpaleniami straże pożarne wyjeżdżają coraz częściej; płoną nie tylko budynki, ale np. samochody należące do wolontariuszy (!).

Problem dotyka także innych służb – przede wszystkim opartej na ochotnikach federalnej służbie ratownictwa technicznego THW. Jej członkowie – razem ze strażakami i innymi służbami – dzień i noc wspierają działania władz cywilnych w zakresie logistyki, m.in. przy urządzaniu i obsłudze tymczasowych miejsc kwaterunku. I tu pojawiają się kontrowersyjne decyzje i ostre napięcia, nie tylko z powodu obciążenia pracą. Po „wyrzuceniu” oddziału THW w Wetzlar (Hesja) ze swojej siedziby i przeznaczeniu jej niemal w całości na potrzeby kwaterunku, doszło do protestów i odejść z jednostki.

Na razie końca nie widać, a niemieccy strażacy, ratownicy THW, DRK, JUH, ASB i innych organizacji jeszcze długo nie zaznają w wielu miastach spokoju.

Konrad Nowak, z-ca red. nacz. IMFR firerescue.pl

Na podstawie: Feuerwehr-Magazin, MOZ, FAZ.

o autorze

Konrad Nowak