Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do dyspozytora KM PSP o godzinie 00:31 we wtorek 16 kwietnia. Paliło się mieszkanie na parterze w prawej oficynie&trzypiętrowej kamienicy przy ul. Limanowskiego 66. Do akcji ratowniczo-gaśniczej zadyspodowano sześć zastępów straży pożarnej.

Już kilka minut później na miejscu były pierwsze zastępy, które natychmiast przystąpiły do otwarcia mieszkania. By dostać się do środka budynku strażacy wyposażeni w AODO (aparaty ochrony dróg oddechowych) musieli rozcinać kraty w oknach za pomocą pił tarczowych i wyważać metalowe drzwi, których rozcięcie zajęło dużo czasu.

Ogień szalał, szyby pękały. Ratownicy nie mogli dostać się do środka. Okna były zakratowane, w drzwiach od klatki schodowej potężne skoble. Strażacy musieli piłami rozcinać zabezpieczenia. Odnaleźli też drugie drzwi do mieszkania prowadzące bezpośrednio z podwórka. W końcu wpadli do środka jednocześnie trzema drogami – przez jedno z okien i oba sforsowane wejścia.– powiedział Michał Antczak, jeden z łódzkich strażaków.

Strażakom udało się wynieść z płonącego mieszkania 34-letnią matkę oraz jej czwórkę dzieci w wieku trzech, czterech, dziesięciu i dwunastu lat. Dzięki podawaniu prądów wody przez otwarte okno ugaszone zostało ognisko pożaru i jedna z rot mogła przeszukać pomieszczenie, w którym odnaleziono zwłoki ojca dzieci oraz jego 11-miesięcznej córki. Ciała leżały na podłodze. Ewakuowano również trzy osoby z wyższych kondygnacji budynku. Poszkodowanych przetransportowano do szpitala.

Działania trwały 2h i 46 min. Ze wstępnych ustaleń wynika, iż mogło być to zaprószenie ognia. Ostateczne przyczyny i okoliczności powstania pożaru wyjaśni policyjne dochodzenie pod nadzorem prokuratury.

Foto: Gazeta.pl

o autorze

Redakcja