Relacje można tworzyć na dwa sposoby. Pierwszy – opierać się na tym, co piszą i mówią inni, drugi – pojechać na miejsce zdarzenia, by samemu zobaczyć i opisać to, co się dzieje. Jako jedna z nielicznych redakcji udaliśmy się do Szwecji do miasta Sveg, by zobaczyć na miejscu jak wygląda obóz polskich strażaków i jaka panuje tam atmosfera i warunki. Chcieliśmy też pokazać ich pracę, ale okazało się, że zderzyliśmy się ze ścianą. Inne media, telewizje publiczne mają swoje prerogatywy, my musieliśmy przebijać się od podstaw. To mimo wszystko była doskonała okazja do nauki i szansa pozyskania warsztatu ma obcym terenie. Wyciągnęliśmy surowe wnioski i mimo wszystko obiecujemy znaczną poprawę!

Szwedzi bardzo dbają o bezpieczeństwo. Jeśli mówią nie, to znaczy NIE! A wszelki próby dotarcia poza wyznaczone granice skutkuje zatrzymaniem przez odpowiednie służby chroniące wstępu na wyznaczony teren. Przekonała się o tym. m.in. ekipa jednej ze stacji telewizyjnych, ale o tym incydencie nie będziemy pisać.

Wyjazd do Szwecji zorganizowany był w parę godzin. Szybka decyzja i jeszcze szybsza pomoc i odzew ze strony Stena Line Polska, która pokryła koszty rejsu z Gdyni do Karlskrony, a dzięki wsparciu takim firmom jak Stolarczyk i FireMax, mogliśmy przemierzyć ponad 770 km z Karlskrony do Sveg, by zrealizować ten materiał. Bez pomocy tych firm, nie udałoby się nam dotrzeć na miejsce, więc jeszcze raz wielkie podziękowania za okazaną pomoc i współpracę.

Czasu mieliśmy na prawdę mało, dwa dni na zrealizowanie materiału i zobaczenie polskiej bazy, poznanie okolicy i całej otoczki, jaka panuje w Sveg. Niestety do polskiej bazy dotarliśmy czwartego dnia po rozpoczęciu działań przez polskich strażaków.

W tym czasie Szwedzi, którzy jak wspomnieliśmy już na początku, bardo zatroszczyli się bezpieczeństwo naszych strażaków. Miejsce, w którym przebywali Polacy, znajdowało się pod jurysdykcją szwedzkiej armii. Aby wejść na teren bazy, musieliśmy w pierwszej kolejności prosić o zgodę w KG PSP, a następnie cierpliwie czekać na możliwość wejścia do samego obozu. Strażacy mieli pełne ręce roboty, a żeby zająć się nami, musieli poświęcić swój cenny czas. O ile w pierwszych dniach kontakt z polakami był jeszcze bardziej swobodny, to 2-3 dni po ciężkich dniach walki z pożarami uszanowaliśmy ich prawo do intymności i spokoju. Na sam pobyt w bazie mieliśmy niecałe 45 min. 

Tak więc do bazy w Sveg dostaliśmy się dopiero w piątek, 27 lipca, czyli piątego dnia prowadzonej akcji. Niestety po kilku dniach bardzo ciężkiej pracy (przypomnijmy, że strażacy pracują po dwie 12 godzinne zmiany), trudno było sfotografować wypoczętych i zrelaksowanych strażaków. Po zmianie każdy wracał zmęczony, a za kolejne 12 godzin znów trzeba było stawiać czoła walce z żywiołem. Czasu starczało więc tylko na solidny prysznic, posiłek i sen.

Na ostatni dzień byliśmy umówieni, na kolejne wejście do obozu i zrealizowanie materiału life i nakręcenie kilku scen kamerą, by zmontować obszerny materiał video, jednak działania z piątku na sobotę (27 na 28 lipca) należały do jednych z najtrudniejszych. O ile w pierwszej i drugiej strefie działań sytuacja była już częściowo opanowana, to trzeciej strefie nadal szalały pożary. Dodatkowo Szwedzi mieli problem w opanowaniu pożarów w innych regionach, co świadczy tylko o tym, jak trudne panowały w okolicy warunki.

Lasy w Szwecji to osobny temat. Aż 78% kraju pokrywają lasy i są głównie lasy należącego osób prywatnych, co w znacznym stopniu utrudnia zarządzania takimi terenami. Duży udział w roślinności mają bagna i torfowiska, które zajmują 11% powierzchni kraju. Tylko 1% powierzchni stanowią grunty rolne. Dodatkowo cały kraj jest bardzo kamienisty. Z powodu bardzo dużej ilości głazów narzutowych, tylko niewielkie tereny można wykorzystać np. rolniczo.

Przed wyjazdem udaliśmy się w okolice gdzie panują pożary i gdzie działają nasi strażacy. W połowie drogi zostaliśmy zatrzymani przez patrol i cofnięci.

Próbowaliśmy jeszcze rozmawiać z osobami decyzyjnymi, ale decyzja była stanowcza – ze względów bezpieczeństwa, nie mogą nam pozwolić na dojazd w miejsce akcji. Gdybyśmy dotarli do Sveg 2-3 dni wcześniej, kiedy to przyjechali tam polscy strażacy, a za nimi pierwsze ekipy telewizyjne, może otrzymaliśmy zgodę na realizację materiału. Jednak po kilka dniach działań, sytuacja w regionie nadal była bardzo ciężka i udało się ją opanować dopiero w niedzielę, czyli już po naszym wyjeździe.

Na sam koniec jeszcze tylko kilka słów, o samej atmosferze w Szwecji, bo trzeba przyznać, że Szwedzi z euforią wręcz przywitali Polaków. Na co dzień to bardzo stonowany naród, ale wystarczyło powiedzieć, że jesteśmy z Polski i przyjechaliśmy relacjonować pracę naszych strażaków, od razy gościnni Szwedzi robili się jeszcze bardziej otwarci i często proszono nas, by pozdrowić naszych dzielnych strażaków. W centrum Sveg, Szwedzi przygotowali nawet napis „Witamy polskich strażaków”.

Koniec operacji ‚SZWECJA’

Polscy strażacy zakończyli działania w wyznaczonej przez Szwedów strefie w piątek, 3 sierpnia.

Po przejechaniu około 900 kilometrów i przepłynięciu Morza Bałtyckiego promem GRYF moduł GFFFV Poland wrócił do kraju w poniedziałek, 6 sierpnia po godzinie 4 rano. Na miejscu zostali powitani przez Premiera Mateusza Morawieckiego, Szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego i Komendanta Głównego PSP gen. brygadiera Leszka Suskiego.

o autorze

Redakcja