Istnieją ludzie, którzy są sobą. Nie poddają się presji społeczeństwa. Nie słuchają jego obelg. Nie marnieją, bo tak chcą inni. Idą przed siebie z podniesioną głową, choć życie już na starcie zrobiło im pod górkę. Ten dzielny człowiek jest karłem. Z kolei ten niski jest strażakiem. Obaj są jedną, tą samą osobą, która naraża życie w walce z niszczycielskim żywiołem i robi krok w tył tylko, gdy śmierć zaczyna parzyć.

Trawa zapaliła się pod jednym z samochodów stojących na parkingu przy plaży w Chmielnikach. Płomień przeszedł na drugi, potem na trzeci, aż w końcu dwadzieścia trzy auta i hektar lasu stanęły w wysokiej na kilka metrów ścianie ognia. Zwykli obywatele datę 17 lipca 2010 roku przeżywali jeszcze długo po całym zdarzeniu. Dla Mirka Leśniewskiego był to dzień kolejnego spotkania z parzącym wrogiem, którego pierwszy raz spotkał w wieku 12 lat.

„Nie wyobrażaj sobie, że samo przywdzianie munduru strażackiego czyni cię już strażakiem, albowiem jeśli paradujesz w mundurze, a zaniedbujesz swoich obowiązków, jesteś jako wilk w owczej skórze.”

W brzozowskiej siedzibie OSP, obok strażackiego Forda Transita, przy ścianie stoi rząd wysokich szafek członków załogi strażackiej. Obok nich czai się o połowę niższa należąca do Mirka Leśniewskiego. Wiszą w niej: typowej wielkości hełm, który chroni jego nieproporcjonalną do reszty ciała głowę, dwa mundury w dziecięcym rozmiarze oraz stoją buty mniejsze niż dla zwykłego dorosłego. Choć wielkością odbiegają od normy, nosi je człowiek, który marzył o tym od czasów podstawówki.

Strażakiem chciałem być odkąd pamiętam – wspomina 24-letni Mirek Leśniewski. – Na rowerze goniłem wozy strażackie pędzące na akcje. Wiedziałem, w co chcę się mieszać. Przyrzekłem sobie, że kiedyś założę mundur i hełm…

„Bądź zawsze trzeźwy. Trzeźwość jest podstawą wszystkich cnót, jakie prawego strażaka zdobić powinny.”

W domu przebywa najrzadziej. Gdy nie pracuje w warsztacie samochodowym to gasi pożary i wyciąga ludzi z pogniecionych aut. Przy jego trybie życia opijanie sukcesów czy zapijanie smutków prędko źle by się skończyło.

Kiedy miałbym przesiadywać w barze, jak czasu nie mam żeby podrapać się w tyłek? – pyta lekko rozdrażniony strażak, w którego ręce piwo wyglądałoby na przestępstwo. – Od wspomnień tragedii staram się odcinać murem.

„Bądź czujny jak kogut w nocy, jak orzeł w dzień. Zawsze gotów bądź na ratunek. Śpij jak zając, a bądź mężny jak lew.”

Zmęczony po pracowitym dniu zawsze śpi twardo. Jednak na dźwięk syreny zrywa się jak porażony. To przyzwyczajenie zawodowe, które pozwala mu być zawsze we właściwym miejscu we właściwym czasie.

„Bądź odważny, ale i rozważny. Nie narażaj życia i zdrowia tam, gdzie osiągnąć się nic nie da, lub gdzie oczywiste niebezpieczeństwo życiu zagraża…”

Zawsze należy zachować ostrożność – tłumaczy niski wzrostem, ale wielki duchem mieszkaniec Brzozy. – Nie pchamy się tam, skąd wiemy, że raczej nie wyjdziemy. Na szczęście jeszcze się tak nie zdarzyło, żeby trzeba było wracać po któregoś z nas…

„Będziesz posłuszny przełożonym swoim. Strażak to żołnierz armii dobrego dzieła i jak żołnierz winien w rzeczach służby wyrzec się własnej woli.”

Naczelnik nie traktuje Mirka ulgowo z racji jego ułomności. W końcu w 2008 roku spełnił wszystkie wymagania, by zostać pełnoprawnym członkiem OSP. Z kolei 24-latek, wdzięczny za przyjęcie do jednostki, bez gadania wykonuje wszystkie rozkazy.

U nas każdy członek jednostki jest równy – zapewnia Józef Noske, naczelnik OSP Brzoza.&- Ludzie spoza zwracają na niego uwagę, ale gdy ma na sobie strażacki hełm, kiwają głowami z uznaniem, a wszelkie ewentualne obelgi więzną im w ustach.

„Przestrzegaj porządku. Przysłowie głoś: porządek jest duszą świata. Bez porządku ani państwo, ani dom ostać się nie może.”

Pierwsze 2 lata służby spędził w roli członka Drużyny Młodzieżowej. Poza rozwijaniem sprawności fizycznej, prowadzeniem działań przeciwpożarowych, zdarzało mu się wykonywać całkiem przyziemne czynności.

Na mundur trzeba zasłużyć – mówi Józef Noske. – Zanim adept zacznie gasić pożary, musi nauczyć się organizować sobie przestrzeń pracy.

„Bądź dumny z tego, że należysz do towarzystwa pożarniczego, że należysz do niezliczonej rzeszy bojowników walczących pod sztandarem najczystszej miłości bliźniego.”

Nie zamieniłby tego na żadne inne zajęcie. Pożarnictwem zajmują się tylko dwa typy ludzi: odważni, albo szaleni. Bez względu na motywy ratują ludzi, nadstawiając przy tym karku.

Dla mnie liczy się tylko tu i teraz – mówi pewnym głosem 24-latek cierpiący na karłowatość. – W tej robocie wszystko się może zdarzyć. Gdy ratuję ludzi, w pierwszej chwili są nieco zdziwieni moim wyglądem, ale szybko przestaje mieć to dla nich jakiekolwiek znaczenie.

„Będziesz towarzyszem dobrym. Przepiękne hasło strażackie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego uczy, jakiego rodzaju ma być koleżeństwo w drużynach strażackich.”

Wchodząc do akcji trzymają się dwójkami. Ramię w ramię naprzeciw parzącego wroga. Jednak pracuje cały zespół. Jeden wadliwy element tej układanki może zaważyć na czyimś życiu. Nie ma mowy o braku porozumienia między członkami drużyny.

Na Mirka zawsze można liczyć – zapewnia Adam Bocheński, członek OSP Brzoza, prawie dwa razy wyższy od karłowatego strażaka. – Nawet jeśli nie jest w stanie czegoś zrobić, zawsze znajdą się takie sytuacje, w których role się zamieniają i to on jest górą. Poza tym pracujemy zespołowo, więc uzupełniamy się nawzajem. Najlepiej radzi sobie w momentach, kiedy trzeba się gdzieś wcisnąć. Dzięki swojemu niskiemu wzrostowi niejeden raz wyciągnął kogoś z opresji. Wprawdzie sam do wozu strażackiego nie wejdzie, ale raz dwa któryś z nas wrzuca go do kabiny i jazda na akcje!

„Będziesz spełniał obowiązki swoje z ochotą. Jesteś ochotnikiem, więc nie czyń jak najemnik, który rad wykręca się od roboty.”

Mirek Leśniewski jest jednym z najbardziej aktywnych członków OSP Brzoza. Rocznie uczestniczy w pięćdziesięciu kilku wyjazdach. Z nerwami na wodzy, staje oko w oko z żywiołem.

„Będziesz się starał o zabezpieczenie losu swojej rodziny na wypadek twojej śmierci lub kalectwa.”

Znalazłoby się wielu, którzy chorobę Mirka Leśniewskiego zaliczyliby do kalectwa. Przypadłość odziedziczył po dumnej z niego rodzicielce.

O samych akcjach zbyt wiele rodzinie nie mówię – wskazuje strażak odznaczony brązowym Medalem za Zasługi Pożarnictwa. – Na co komu niepotrzebne nerwy? Po to pracuję, aby w razie czego nie zostawić ich na pastwę losu…

Gdyby doszło do najgorszego, Mirek zostawiłby po sobie dużo więcej, niż tylko zarobione pieniądze. Byłby to wzór postępowania dla wszystkich, na którym chorzy uczyliby się walczyć, a zdrowi doceniać.

Źródło:&pozabydgoszcz.pl

o autorze

Redakcja