Na opolskim serwisie internetowym 24Opole.pl, pojawił się apel do czytelników, aby baczniej obserwowali „podpalacza”, któremu przypisuje się ponad 30 pożarów. Dlaczego tak niebezpieczny, chory człowiek nie przebywa w areszcie?

Podpalacz, którego zasługą jest najprawdopodobniej większość pożarów do jakich od półtorej roku dochodzi na opolskim osiedlu Zaodrze, ciągle chodzi po ulicach. Mimo, że był już trzykrotnie zatrzymany, to za każdym razem opuszczał dołek, a postępowania wobec niego umarzano przez brak dowodów.

Mieszkańcy Zaodrza – pomóżcie schwytać go na gorącym uczynku – apelujemy razem z opolskimi policjantami i strażakami. Dość tego ! Od początku roku w okolicy ulicy Niemodlińskiej straż pożarna gasiła pożary spowodowane podpaleniem ponad trzydzieści razy. – Były to początkowo śmietniki i składowiska opon, później baraki, altanki, stoiska handlowe, opuszczona stacja paliw, czy garaż ? wylicza mł. bryg. Witold Trojnar, rzecznik Komendy Miejskiej PSP w Opolu. Ostatnio, prawdopodobnie ta sama osoba podpaliła halę z której pożarem zmagało się kilkanaście zastępów strażaków, a straty oszacowano na ponad milion złotych. Zdarzenie było prawdopodobnie dla piromana doskonałym widowiskiem. Miejsce pożaru jest doskonale widoczne z okna jego mieszkania.

Robert K. 21-letni mieszkaniec ulicy Niemodlińskiej, dobrze znany jest opolskim policjantom. Trzykrotnie zatrzymywany był już jako podejrzany o podpalenia. Za każdym razem, na etapie prokuratury, sprawę umarzano. – Aby skazać człowieka, potrzebne są niezbite dowody, że osoba ta dokonała danego przestępstwa, a tych nie było – tłumaczy Lidia Sieradzka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Wszyscy wokół jednak dobrze wiedzą kim jest podpalacz. Jego głos doskonale znają dyżurni Miejskiego Stanowiska Kierowania PSP. – Wielokrotnie to właśnie on dzwonił do nas, informując o tym, że gdzieś pojawił się ogień ? opowiada dyżurny Marek Matuszewski. Często gdy trwała akcja gaśnicza, dzwonił ponownie mówiąc, że niedaleko jest kolejny pożar. Gdy pytaliśmy gdzie, mówił, żebyśmy sami poszukali, bo nie po to się męczył, żeby teraz wszystko powiedzieć ? dodaje. Zwykle dzwonił z najbliższej budki telefonicznej. Któregoś razu, dzięki współpracy straży i policji, udało się go zatrzymać jeszcze w trakcie rozmowy. Podobnie jak w dwóch innych przypadkach, szybko opuszczał jednak dołek, aby po kilku dniach znów podpalać.

– Rzeczą kluczową w takiej sytuacji jest, żeby tego człowieka złapać i ukarać, tak aby po prostu wiedział, że nie warto ? tłumaczy Tomasz Grzyb z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej. Trzeba wziąć pod uwagę, że może to być człowiek chory, który czerpie przyjemność z tego, że coś się pali, że widzi ogień, co go nakręca i pozwala obniżyć napięcie. Wtedy niezbędne jest leczenie ? dodaje Grzyb.

Wiele wyjaśniać może także ostatnia kontrola Roberta K. Podczas rewizji policjanci znaleźli przy nim… zabawkowy wóz strażacki.

Mieszkańcy Zaodrza ? zadbajcie o własne bezpieczeństwo. Jeśli będziecie świadkami podejrzanego zachowania mężczyzny, powiadomcie policję.

Źródło: 24Opole.pl

o autorze

Redakcja