Wiosna to jak wiadomo okres pożarów traw. Zarówno zawodowi strażacy jak i członkowie ochotniczych straży pożarnych mają wtedy pełne ręce roboty. Są dni kiedy samochody pożarnicze całymi dniami jeżdżą od jednego pożaru do drugiego. Nie było by w tym nic dziwnego – w końcu na tym polega praca strażaka – gdyby nie fakt, że znaczna część pożarów traw to celowe podpalenia.


[galeria=6,prawa]Co prawda istnieją przypadki, kiedy możemy podać jako przyczynę nieostrożność osób dorosłych w posługiwaniu się ogniem (wypalanie), ale bardzo często po zebraniu informacji od świadków dowiadujemy się, że pożar traw „dla zabawy” spowodowały jakieś dzieci. Może dlatego, żeby potem móc oglądać samochody pożarnicze w akcji.

Wiele jednostek ma nawet swoje stałe miejsca, w które każdego roku muszą wyjeżdżać po kilka razy. Takim przykładem mogą być okolice miejscowości Dębe w gminie Żelazków.

Rozległe, podmokłe łąki porośnięte wysokimi trzcinami palą się kilka razy w roku. Czasami ogień przechodzi przez znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie torowisko PKP i niebezpiecznie zbliża się do pobliskiego lasu.

Ostatnio, w poniedziałek 27 kwietnia spaliło się aż 2,5 hektara poszycia młodego lasu. Dzięki temu, że silny wiatr w pewnym momencie zmienił swój kierunek, strażacy poradzili sobie z nim w sile dwóch sekcji OSP i jednego zastępu JRG, a pożar nie rozprzestrzenił się na większy obszar. Mimo to i tak było bardzo groźnie, bo silny wiatr i bardzo sucha ściółka sprzyjały błyskawicznemu rozwojowi pożaru.


Dla strażaków te tereny są praktycznie niedostępne. Musimy albo przechodzić przez podmokłe łąki albo przeciskać się przez gęsto rosnące krzaki. W każdym przypadku rozwijamy linię gaśniczą składającą się z kilkunastu odcinków. Mimo że w akcjach gaśniczych uczestniczą zazwyczaj 2-3 zastępy, zdarza się że wykorzystane są wszystkie dostępne na samochodach odcinki węży. Do tego należy wziąć pod uwagę strażaków pracujących z tłumicami i łopatami. Jednym słowem, z prostego wybryku dzieciaków powstają poważne zagrożenia, w które zaangażowane są znaczne siły OSP i PSP.

My jako strażacy powinniśmy zastanowić się, czy ograniczyć się do wyjazdów mających na celu likwidację pożaru czy może jednak pomyśleć o szeroko pojętej profilaktyce. I nie mówimy tu o akcjach typu „Stop wypalaniu traw”, bo wiemy, że nie przynoszą one większych rezultatów. Myślę raczej o akcji mającej na celu wzmożenie czujności mieszkańców zagrożonych terenów. Rozdanie kilku ulotek bądź rozwieszenie ogłoszenia, w którym prosimy o zwracanie uwagi na kręcących się w pobliżu zagrożonych miejsc nastolatków, może w tym przypadku pomóc, zwłaszcza, że potencjalni „podpalacze” na pewno też je przeczytają.

Piotr Wańkowicz (OSP Pólko) & Wojtek Śniegula

o autorze

Redakcja