Panika, zdenerwowanie i płacz po drugiej stronie słuchawki. – Moje dziecko nie żyje, nie oddycha – krzyczała do słuchawki kobieta. Taki telefon odebrał dyspozytor białostockiej straży pożarnej, który okazał się wykwalifikowanym ratownikiem medycznym.

W piątek 17.02.2012 roku po godzinie 17.00 oficer dyżurny białostockiej straży pożarnej otrzymał niepokojący telefon. – Moje dziecko nie żyje, nie oddycha, pogotowie wezwać pogotowie! – krzyczała strasznie zdenerwowana do słuchawki kobieta. Dyspozytor okazał się bardzo opanowanym ratownikiem medycznym i przez blisko dwadzieścia minut mówił jak poprawnie poprowadzić całą akcję reanimacyjną do przyjazdu pogotowia ratunkowego.

– Na nagraniu słychać, jak bardzo są zdenerwowani rodzice dziecka. Strażak, który przyjął zgłoszenie, był bardzo opanowany, spokojny i co najważniejsze wiedział jak przez telefon pokierować akcją reanimacyjną – mówił Paweł Ostrowski, rzecznik prasowy białostockich strażaków.

Całe nagranie jest dostępne na stronie białostockiej straży pożarnej, ewentualnie na stronach TVN24.pl.

Opracowanie: Maria Kołonowicz – [email protected]

o autorze

Redakcja