Było chwilę po 18.00, kiedy do dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Opolu zadzwonił przypadkowy przechodzień, który poinformował, że przed chwilą do kanału Ulgi wpadł samochód osobowy. Na nogi postawiono wszystkie służby ratunkowe.

Ne miejscu jako pierwsi pojawili się policjanci. – Nie wiedzieliśmy, czy w środku ktoś jest, dlatego postanowiliśmy wejść do wody i to sprawdzić, a jeśli byłaby taka potrzeba, to udzielić pomocy – mówią. Po chwili pojawili się strażaccy płetwonurkowie, oraz karetka pogotowia.

Na szczęście szybko okazało się, że w znajdującym się w wodzie samochodzie nikogo nie ma.

Jak się okazało, kilkanaście minut wcześniej, na skraju wału samochód pozostawił jeden z wędkarzy, który niczego nieświadomy poszedł z kolegą łowić ryby.

– Jak zobaczyłem, że w okolice miejsca gdzie zaparkowałem, przyjechała policja, pogotowie i straż pożarna, natychmiast pobiegłem, przestawić auto, żeby nie przeszkadzało w akcji – relacjonuje pan Michał – kierowca astry. Zdębiałem jak zobaczyłem, że auta nie ma w miejscu gdzie je zostawiłem. Po chwili dowiedziałem się, że samochód jest pod wodą – wspomina.

Jak się okazało, kierowca przed wyjściem z samochodu zapomniał zaciągnąć hamulca ręcznego. Nie zostawił także samochodu na biegu, co mogło by zapobiec zdarzeniu.

Źródło – www.24opole.pl

o autorze

Redakcja