Czwarty luty 2011 roku był kolejnym dniem ćwiczeń strażaków z siedleckiej Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej nr 2. Doskonalili technikę ratownictwa poszkodowanego na akwenach pokrytych lodem pod którym załamał się lód z wykorzystaniem węży tłocznych.

Ćwiczenia rozpoczęły się około godziny 9.30 na siedleckim zalewie. Osoba poszkodowana znajdowała się kilkadziesiąt metrów od brzegu. Brak deski lodowej spowodował zastosowanie innej techniki ratowniczej, którą omówię poniżej.

Po przybyciu na miejsce zdarzenia strażacy zabezpieczają miejsce zdarzenia i wyznaczają w dogodnym miejscu punkt składowania sprzętu (PSS – zdjęcie poniżej). Pozwala to na uniknięcie chaosu i ewentualnego donoszenia pojedynczych elementów sprzętu z samochodu.

Nieodłącznym elementem strażackiego wyposażenia jest strażacki wąż pożarniczy W75. Podczas akcji napełniany jest wodą a po wypełnieniu powietrzem daje możliwość użycia go do skutecznego ratownictwa na akwenach pokrytych lodem. Napompowane, prostym układem pneumatycznym z butli aparatu powietrznego z reduktorem, dwa węże (z zaślepkami na ich końcach) należy złączyć ze sobą w kilku miejscach, np. taśmą lub folią do pakowania. Powstanie wówczas niejako sztywny pomost. Zakończenie węży wiąże się linką strażacką, której koniec pozostaje na brzegu .

Kolejnym etapem jest wsunięcie napompowanych węży na lód. Wyznaczony ratownik, obejmując je nogami zmierza w kierunku poszkodowanego opierając się w miarę możliwości na noszach typu deska w celu zmniejszenia nacisku na lód. Jest on asekurowany uprzężą biodrową lub pasem strażackim do linki strażackiej, którą trzymają strażacy na brzegu. Ze sobą ciągnie linkę dla poszkodowanego. Wspomniane nosze również są podpięte do linki strażackiej. Łącznie potrzeba aż albo tylko cztery linki strażackie, które trzymają strażacy na brzegu w jednym punkcie (wszystkie razem). Jest to niezbędne do wdrożenia wariantu ewakuacyjnego dla ratownika, w sytuacji wystąpienia jakiejś nadzwyczajnej sytuacji. Elementy układu ciągnione równolegle z powrotem, razem z ratownikiem nie będą się wzajemnie blokować.

Po dotarciu do poszkodowanego i podaniu mu noszy w celu utrzymania się na powierzchni głównym problemem staje się wydobycie poszkodowanego z przerębli. Jak wiadomo w hipotermii ofiara nigdy nie jest w stanie samodzielnie, a nawet przy pomocy ratownika, wydostać się z wody. Przyczyną jest znaczne osłabienie siły mięśniowej. W związku z tym ratownik obwiązuje poszkodowanego trzecią linką bądź pasami od deski i daje umówionym wcześniej sygnałem komunikat strażakom będącym na brzegu, że mogą rozpocząć ewakuację poszkodowanego poprzez ciągnienie liny. Jednocześnie pomaga poszkodowanemu wydostać się z wody niejako „wybierając go deską” z wody. Następnie ratownik układa poszkodowanego na nosze i dalsza część ewakuacji odbywa się na ciągnionych przez stojących na brzegu strażaków noszach, ułożonych na wężach (rodzaj sani) lub przytrzymywanych przez strażaka. Ratownik kładzie się na węże i daje sygnał do ewakuacji. Warto dodać, że ewakuacja samego poszkodowanego na noszach (bez asekuracji ratownika) powoduje ryzyko, że w sytuacji powtórnego załamania się lodu deska z poszkodowanym może się wywrócić do góry dnem ale pływać nadal będzie. Strażacy na brzegu ciągną wszystkie cztery liny jednocześnie i cały układ ratowniczy wraz z poszkodowanym i ratownikiem zbliża się do brzegu. Gdyby jednak lód zaczął pękać to ratownik chwyta za nosze oraz węże bądź wpina się zatrzaśnikiem w otwór noszy i dalej możliwe jest jego ciągnięcie w kierunku brzegu. Nosze ciągnięte zawsze wyjdą z wody na lód.

Zaprezentowana technika ratownicza została prawdopodobnie opracowana przez amerykańskich ratowników a w naszym kraju nie jest powszechnie stosowana. Jednak jak widać przedstawiony sposób ratowania poszkodowanego jest bezpieczny zarówno dla poszkodowanego jak i dla ratowników. Głównym celem ćwiczeń było doskonalenie technik ratowniczych na akwenie wodnym pokrytym lodem, w sytuacji kiedy pod człowiekiem załamie się lód i zagrożony jest utonięciem, a pierwszy zastęp przybyły na miejsce zdarzenia nie dysponuje niezbędnym sprzętem. Przedstawione ćwiczenie, trwające niecałą godzinę, wykonane zostało przy użyciu sprzętu, w który wyposażony jest każdy średni samochód gaśniczy czyli tzw. pierwszy wyjazdowy.

&

Siły i środki użyte podczas ćwiczeń:

  • Man TGL12.240 – GBA 2,5/25 382[M]21 z JRG 2 Siedlce,
  • Daewoo Lanos – SLOp 382[M]90 z JRG 2 Siedlce.

Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękuje bryg. Tomaszowi Krasowskiemu – dowódcy JRG nr 2 w Siedlcach.

Tekst i zdjęcia: bryg. Tomasz Krasowski, Piotr Strzałek.

o autorze

Redakcja