W poniedziałek w Starym Rybiu o godzinie 3:34 w nocy dyżurny KP PSP w Limanowej odebrał zgłoszenie o pożarze budynku mieszkalnego w Starym Rybiu. Na miejscu zdarzenia jako pierwsi pojawili się przejezdni małżonkowie, którzy wraz z córką przejeżdżali przez tą miejscowość.

Kilka minut po godzinie 3:00 wyjechaliśmy z córką do Krakowa, skąd mieliśmy odjechać pociągiem do szpitala w Warszawie – opowiada Mieczysław Twaróg. – Jadąc przez Stare Rybie, nagle wjechaliśmy w ścianę dymu, chociaż początkowo myśleliśmy, że to mgła. Jednak po zapachu stwierdziliśmy, że to dym. Zatrzymałem samochód, otworzyłem drzwi i zauważyłem, że dym pochodzi z płonącego obok budynku, chociaż ognia na zewnątrz nie było jeszcze w ogóle widać. – opowiada Mieczysław Twaróg.

Pierwsze działania podjął nie tylko Mieczysław Twaróg wraz z małżonką, ale również inni kierowcy. Mieszkanka objętego ogniem budynku krzyczała „pomocy!”. Po chwili powiedziała, że w środku znajduje się jej mąż. Pan Mieczysław zdobył się na odwagę i na kolanach wszedł do płonącego budynku. Poprzez macanie rękami wyczuł leżącego na ziemi, nieprzytomnego mężczyznę, którego wraz z innym mężczyzną wyniósł z budynku. Przejezdni zaczęli również ratować stojący w pobliżu samochód, motorower oraz quad.

W chwili przybycia na miejsce pierwszych zastępów ogniem objęty był cały budynek mieszkalny, a pożar przenosił się błyskawicznie na pobliską stodołą. Poszkodowani zatruli się dymem, więc zostali przewiezieni do Szpitala Powiatowego w Limanowej. Tego samego dnia opuścili szpital.&Akcja ratowniczo-gaśnicza trwała cztery godziny. Uczestniczyło w niej łącznie 44 strażaków z PSP w Limanowej, OSP Łososina Górna, OSP Tymbark, OSP Laskowa, OSP Nowe Rybie i OSP Rupinów.&

W wyniku pożaru doszczętnie spłonął budynek mieszlany i znajdująca się obok stodoła.&&Około godziny 10:00 ratownicy musieli wrócić na miejsce pożaru, gdyż silny wiatr ponownie wzniecił ogień w pozostałościach po stodole. Przyczyny wybuchu ognia nie są jeszcze znane. Straty oszacowano wstępnie na około 300 tys. zł. Gdyby nie Pan Mieczysław i inni kierujący zapewne doszłoby do tragedii. Taka postawa jest godna naśladowania.&

o autorze

Redakcja