W Stanach Zjednoczonych mieszkam już ponad 11 lat. Ze strażą związany jestem od około dwóch lat. Po nawiązaniu współpracy z Polskim Serwisem Pożarniczym – Remiza.com.pl zostałem poproszony o napisanie cyklu artykułów z życia strażaka w USA, nie tylko w moim regionie, ale na terenie całego kraju.

W wielu miejscach na świecie istnieje straż pożarna, mimo wielu różnic idea jest jedna… Pomoc bliźniemu. Prównując straż po tej stronie oceanu, do tej w Polsce różnic jest wiele, główną jest organizacja. W Stanach działa ponad milion czynnych strażaków, z czego około 70% stanowią ochotnicy.

W USA nie ma tzw. wspólnej kwatery głównej. Istnieją za to niezależnie działające departamenty straży pożarnej, zwane także dystryktami, dywizjami, czy po prostu biurami. Są bardzo różne… Od małych jednostek skupiających kilka osób do rozbudowanych takich jak NYFD, w którym jest ponad 11 tysięcy strażaków. W większości dużych miast straż pożarna jest wyłącznie zawodowa, natomiast w miałych miastach i na wsiach przeważa straż ochotnicza, bądź jednostki mieszane składające się z ochotników i zawodowców.

Zarówno zawodowcy, jak i ochotnicy objęci są tymi samymi wymaganiami, aby dostać się do służby. Przechodzą te same szkolenia, mają wspólne remizy, sprzęt oraz dowództwo.

W USA nie ma odpowiednika Szkoły Głównej Straży Pożarnej, Szkoły Aspirantów PSP, czy Centralnej Szkoły PSP. Znajduje się natomiast National Fire Academy. Jest to szkoła, do której departamenty wysyłają kandydatów na oficerów, bądź oficerów w celu dalszego szkolenia. Nie ma możliwości dostanie się tam z ulicy. Trzeba być strażakiem nominowanym przez dystryk do udziału w szkoleniach.

Jeśli chodzi o standardy działań oraz ochronę przeciwpożarową, organem który to ustala jest NFPA (National Fire Protection Association). NFPA określa normy przeciwpożarowe jakie muszą spełnić budynki, instalacje elektryczne itp. Organizacja ta również zatwierdza i ustala normy dotyczące sprzętu używanego przez straż pożarną oraz minimum szkoleń jakie muszą przejść strażacy.

Wiele stanów posiada jednostki straży pożarnej, które zajmują się tylko i wyłącznie ochroną dzikich terenów. Podobne jednostki posiadają nadleśnictwa. Niezależne jednostki straży działają też w bazach wojskowych i na lotniskach.

Straż pożarna w USA opłacana jest z lokalnych budżetów, stąd dość spore różnice w sprzęcie między poszczególnymi oddziałami miejscowej straży pożarnej. Oczywistym jest, że straż w bogatych miastach ma zawsze najnowszy sprzęt, natomiast remizy ulokowane w biedniejszych miastach borykają się często z problemami finansowymi. Najlepszym przykładem jest Detroit i ich problemy. Ratownicy jeżdżą starymi, rozwalającymi się wozami, nie ma pieniędzy na sprzęt. Zdarzają się również zwolnienia grupowe. Powstał nawet dokument pt. „Burn” opowiadający o tym, w jakiej nieciekawej sytuacji są tamtejsi strażacy.

Kolejną sporą różnicą między strażą pożarną w Polsce i Stanach jest taktyka oraz sprzęt. Strażacy zza ocenu dużą wagę przywiązują do wentylacji np. wycinając dziury w dachu. Podczas działań nie ma biegania. Jest pośpiech, ale równocześnie spokój i opanowanie. Ze względu na szkieletową budowę budynków stosuje się taktykę defensywną. W USA węże gaśnicze są gotowe do użycia na wozach, a nie w odcinkach, które trzeba łączyć tak jak to jest w kraju nad Wisłą, a także w innych częściach Europy.

Mimo tylu różnic, według mnie największą rozbieżnością jest EMS, czyli Emergency Medical Services. W większości departamentów strażacy posiadają karetki i działają jako pogotwie ratunkowe, wyjeżdżając do wezwań medycznych. Zaczynając od tak błachych jak ból glowy, do skomplikowanych jak porody, wylewy, zawały, czy wypadki.

O różnicach i niuansach mógłbym napisać kilka stron, jednak myslę, ze powyższe streszczenie oddaje podstawowe odmienności i dość dobrze opisuje jak wygląda straż w USA. W kolejnym artykule opiszę mój lokalny departament, swoją jednostkę i to jak działamy.

o autorze

Redakcja