Łodzianka straciła w pożarze kamienicy siostrę i dwie małe siostrzenice. Teraz domaga się 90 tysięcy złotych od straży pożarnej. Twierdzi, że akcja ratunkowa była źle przeprowadzona.

Pozew w tej sprawie trafił do łódzkiego sądu okręgowego, a proces zacznie się w czerwcu. Kamienica przy ul. Włókienniczej 18 zapaliła się w nocy z 4 na 5 marca 2011 r. Pożar wybuchł na drugim piętrze, w mieszkaniu Romana P. Strażacy zastali go siedzącego na schodach, był pijany, miał poparzone dłonie.

Mieszkańcy kamienicy zostali ewakuowani. Na trzecim piętrze, w mieszkaniu tuż nad lokalem Romana P., strażacy znaleźli 23-letnią kobietę i jej córeczki – trzyletnią Wiktorię i pięcioletnią Amelię. Wszystkie były nieprzytomne, bez oddechu i tętna. Starsza z sióstr mimo reanimacji zmarła. Matce i młodszej z dziewczynek udało się przywrócić akcję serca, trafiły do szpitali. Lekarzom nie udało się ich jednak uratować, zmarły 7 marca po południu.

Roman P. został oskarżony o nieumyślne spowodowanie pożaru kamienicy, w którym śmierć poniosły trzy osoby. W październiku sąd skazał go na 4,5 roku więzienia.

Teraz do łódzkiego sądu trafił pozew siostry zmarłej w pożarze kobiety, która domaga się od strażaków zadośćuczynienia. Uważa, że ratunek dla jej bliskich przyszedł zbyt późno. W pozwie napisała, że sąsiedzi mówili, iż w mieszkaniu nad płonącym lokalem jest kobieta dwójką małych dzieci. Mimo to strażacy poszli tam na samym końcu, gdy ewakuowali już wszystkich innych mieszkańców. „Można przypuszczać, że gdyby pomoc była udzielona szybciej, nie doszłoby do śmierci” – napisała Aleksandra K. w pozwie. Chce od strażaków 90 tys. zł: „Kwota jest znaczna, ale (…) śmierć siostry i jej dzieci – trzech najbliższych osób dla powódki – niewątpliwie stanowi jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w jej życiu” – napisano w pozwie.

Radca Prokuratorii Generalnej, który w sądzie będzie reprezentował łódzką komendę Państwowej Straży Pożarnej, chce jego oddalenia. Uważa, że odpowiedzialność finansową za tragedię powinien ponieść Roman P. „Pozwanie Skarbu Państwa wynika jedynie z faktu, że ten jest wypłacalny” – napisał w odpowiedzi na pozew.

Przekonuje, że trwająca ponad trzy godziny akcja przy Włókienniczej była wyjątkowo trudna, a łódzcy strażacy prowadzili ją z poświęceniem i odwagą. Wylicza przeszkody, jakie musieli pokonać ratownicy: * trudno było zlokalizować miejsce pożaru, bo osoby zgłaszające podawały różne adresy, a płonąca część budynku nie była widoczna z ulicy; * jedna z bram prowadzących do ogarniętego pożarem miejsca była zbyt wąska, aby mogły tam wjechać drabina i podnośnik, * wejście na objętą ogniem klatkę schodową było zabezpieczone kratą i zamkiem, a nikt z lokatorów nie pomógł strażakom dostać się do środka.

Do akt radca dołączył stenogramy z rozmów między uczestnikami akcji, z których – jego zdaniem – „wyłania się obraz długiej, uporczywej i nieustępliwej walki o uratowanie życia”. Wynika z nich, że starsza dziewczynka była reanimowana przez 70 minut.

– Trudno tu dopatrzyć się opieszałego działania. Przebieg akcji stanowi dowód profesjonalizmu i determinacji strażaków – podsumowuje radca.

o autorze

Redakcja