To dla mnie jak nałóg. Gdy kilka dni nie jeżdżę „nosi mnie”. Jestem poddenerwowany, myślę tylko o jednym. – to słowa starszego sekcyjnego Michała Śliwa, mistrza Polski w downhill’u.

&

Startuję już 14 lat. W Polsce zdobyłem praktycznie wszystko to, co było do zdobycia. Mam też tytuł wicemistrza Europy. Przed każdym sezonem powtarzam: to będzie ostatni – powiedział Śliwa. Powtarza, ale jak dotąd nie dotrzymał słowa.

Start. Trasa nie będzie długa – zjazd zajmie maksymalnie kilka minut. Będzie stromo, ale to nie oznacza, że pójdzie jak z górki. Po drodze będą drzewa, korzenie, kamienie, skocznie, bandy ziemne. Ludzie nawet mówią, że to sport dla wariatów, ale to nieprawda – relacjonuje. Po chwili sam przyznaje: – to niebezpieczna dyscyplina.

Lata praktyki, szybkość i siła, refleks i analityczne myślenie pozwalają jednak osiągać sukcesy. A na koncie Michała jest już ich niemało.

&

o autorze

Redakcja