W Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wyszkowie od czterech lat pracuje aspirant Marcin Brdak. W czasie wolnym od służby, udzielił pomocy i uratował życie młodego mężczyzny.

W niedziele 23 lipca 2017 roku Marcin jechał do Wołomina. Była godzina 6.20, gdy zobaczył w miejscowości Wola Rasztowska, w powiecie wołomińskim, leżącego przy drodze młodego człowieka i stojącego nad nim starszego mężczyznę. Po odrzuceniu pierwszej myśli, że po prostu jakiś pijany leży, Marcin zatrzymał samochód, żeby sprawdzić czy nie potrzebują pomocy. Okazało się, że potrzebowali. Młody ok. 28-letni mężczyzna próbował popełnić samobójstwo i powiesił się na krawacie na płocie i starszy z mężczyzn właśnie przed chwilą go odciął.

Przekręciłem go na plecy, był siny, sprawdziłem funkcje życiowe – nie miał, rozpiąłem mu koszule i przystąpiłem do resuscytacji krążeniowo – oddechowej – relacjonuje sytuacje Marcin Brdak. Zatrzymała się też jakaś młoda para, powiedziałem im, żeby zadzwonili na pogotowie i powiedzieli, jaka sytuacja i do czasu przyjazdu pogotowia, ok. 20 minut, prowadziłem resuscytacje. Mężczyzna w tym czasie ze dwa razy odzyskał świadomość, później znowu nie oddychał, a już pod koniec odzyskał wszystkie funkcje życiowe i zaczął normalnie rozmawiać. Pogotowie przyjechało, zabrali go. Zrobiłem, co do mnie należało i tyle. Normalna sprawa.

Strażacy od dawno nie są już tylko od gaszenia pożarów. Zajmują się różnymi rzeczami – wypadkami, miejscowymi zagrożeniami i różnymi sytuacjami, które się przytrafiają w naszej lokalnej społeczności. Do tego, by być strażakiem oprócz zapału, chęci i pasji, trzeba też mieć odwagę i przygotowanie merytoryczne. Marcinowi, któremu na pewno charakteru i odwagi nie brakuje, w opanowaniu sytuacji pomogły wiedza z zakresu kwalifikowalnej pierwszej pomocy. Mężczyzna, który odciął młodego człowieka, nie udzielał pierwszej pomocy, bo nie wiedział jak zadzwonił na 112 i czekał na pomoc. Młody chłopak z dziewczyną zatrzymał, się i próbował pomóc, ale też się bał.

Ratowanie życia ludzkiego, to nie tylko obowiązek sytemu ratownictwa, ale także każdego, kto widzi, słyszy i może pomóc udzielając pierwszej pomocy. W przypadku zagrożenia życia mniejszym złem jest nieumiejętny masaż serca niż niepodjęcie akcji w ogóle. Gdyby nie Marcin, nie wiadomo czy młodego człowieka udałoby się przywrócić do życia.

Jak ktoś nie ma z tym styczności, to tak trudno – usprawiedliwia Marcin. Nie wahałem się, mam na co dzień z tym do czynienia, mamy kurs kwalifikowalnej pierwszej pomocy, mieliśmy też recertyfikację i jestem na to przygotowany. W pracy zdarzało się przy wypadkach takie rzeczy robić, pomagać pogotowiu. Dla mnie samego to była jednak taka pierwsza sytuacja. Była adrenalina i na koniec cieszyłem się po prostu, że się udało – nie wiadomo, czemu on chciał to zrobić, może impuls jakiś, pod wpływem alkoholu był. Dla mnie to jest takie fajne uczucie, że się udało i komuś pomogło.

Postawa jak najbardziej godna ratownika – najważniejsze jest to, że stanął i się zainteresował, a nie wykazał się obojętnością – podsumował postawę aspiranta Komendant Powiatowy PSP w Wyszkowie st. bryg. Marek Krassowski.

Młody mężczyzna uratowany przez wyszkowskiego strażaka, jeszcze tego samego dnia opuścił szpital.

Informacja prasowa 

o autorze

Redakcja/Łukasz