W Tarnowie jest za mało karetek. Ratowników medycznych coraz częściej wyręczają więc… strażacy. Liczba interwencji z ich udziałem systematycznie rośnie, a wojewoda od lat pozostaje głuchy na prośby lokalnego samorządu o dodatkowe karetki.

Zgromadzeni na wieczornej mszy świętej w kościele Dobrego Pasterza nie kryli zdziwienia, kiedy zamiast karetki pod świątynię podjechał na sygnale wóz bojowy z zastępem strażaków. Pilnej pomocy medycznej wymagał 66-letni mężczyzna, u którego podejrzewano zawał serca. Strażacy zajęli się chorym, monitorowali jego stan przez około 15 minut do czasu przyjazdu karetki z… Wojnicza. W Tarnowie nie było bowiem w tym czasie żadnego, wolnego ambulansu.

Ludzie nalegali, abyśmy jak najszybciej odwieźli chorego do szpitala.Nie mogliśmy tego jednak zrobić – mówi Paweł Mazurek, rzecznik tarnowskiej PSP. – O ile pomoc medyczna włączona została niedawno do szerokiego zakresu obowiązków strażaków (poza gaszeniem pożarów i usuwaniem skutków wypadków), to transportu chorych on już nie obejmuje. – dodaje.

Wszyscy strażacy są przeszkoleni do udzielania pierwszej pomocy. Mamy w jednostce koordynatora po studiach medycznych i specjalistyczny sprzęt, w tym pięć defibrylatorów do przywracania akcji serca. Wozy bojowe to jednak nie karetki i nimi chorych wozić nie możemy – argumentuje.

Tego samego dnia strażacy, jako pierwsi, pomagali poszkodowanym pasażerom autobusu komunikacji miejskiej. Po tym, jak kierowca gwałtownie zahamował na ul. Krasińskiego, z wózka wypadło półtoraroczne dziecko. Boleśnie potłukła się także starsza osoba jadąca pojazdem.

Strażacy byli na miejscu dwie minuty od zgłoszenia, karetka dotarła dziesięć minut później. Powód? Trzeba było wezwać ambulans z Żabna, gdyż wszystkie miejskie były zajęte.

– Do tego typu sytuacji dochodzi rzadko, ale nie można ich wykluczyć – odpowiada Kazimiera Kunecka , szefowa tarnowskiego pogotowia. Dodaje, że nowy system ratownictwa medycznego pozwala w tym momencie nie tylko na sprowadzenie do Tarnowa dowolnej karetki z powiatu, ale także z całego terenu działania tarnowskiej dyspozytorni. Teoretycznie może być to nawet 37 zespołów ratowniczych.

Po samym Tarnowie jeździ w tym momencie pięć karetek, z czego jedna przez 12 godzin. Średnio każda z nich wykonuje dziennie 10-15 kursów. Ratownicy połowę czasu spędzają jednak nie w ambulansach, ale na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, gdzie przywożą chorych. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w ostatnią środę. W momencie, gdy napłynęło zgłoszenie o poszkodowanych pasażerach autobusu, dwa ambulanse stały akurat na podjeździe przy szpitalu św. Łukasza.
– Ktoś powiniem wreszcie rozwiązać ten problem. Nie może być tak, że ratownicy zamiast przekazać chorych lekarzom i ruszyć dalej, muszą czekać na załatwienie formalności. Karetki niby są, ale nie można z nich skorzystać. To chore – irytuje się Mirosław Banach, wicestarosta, któremu podlega pogotowie.

W ciągu doby SOR w szpitalu św. Łukasza przyjmuje nawet 200 pacjentów, nie tylko z tarnowskiego, ale także spod Gorlic.
– Zdarza się, że karetki jednocześnie przywożą kilku pacjentów. Wymaga to racjonalnej segregacji medycznej chorych. W celu zapewnienia im bezpieczeństwa, do czasu przejęcia ich przez lekarzy, muszą pozostawać pod opieką zespołów ratowniczych – wyjaśnia Norbert Januszek, kierownik SOR-u.

Pacjenci z karetek przyjmowani są zazwyczaj poza kolejnością, ale czasem zdarza się, że pilniejszej pomocy wymagają chorzy, których przywieźli ich bliscy własnymi samochodami. W takiej sytuacji zespoły ratownicze muszą czekać na swoją kolej, czasem nawet godzinę.

http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/779340,tarnow-karetki-stoja-na-podjezdzie-szpitala-a-do-chorych,id,t.html?cookie=1

o autorze

Redakcja