Program modernizacji, ustawa o ochronie ludności, reforma w SGSP, zmiana modelu kształcenia i awansowania – to może budzić obawy i niepokoje przed nieznanym. Warto jednak spojrzeć na przyszłość z nadzieją i dostrzec szanse – podkreśla nadbryg. Andrzej Bartkowiak, komendant główny PSP.

Minęło kilka tygodni od uchwalenia pierwszej w historii ustawy o ochotniczych strażach pożarnych. Przyszedł czas na wdrażanie jej zapisów w życie. Na jakim etapie jesteśmy? Czy pojawiają się jakieś trudności?

Przede wszystkim cieszę się, że ta ustawa powstała. Czuję ulgę, bo było to niełatwe zadanie. Rodziła się w bólach, przy wielkim oporze, zupełnie dla mnie niezrozumiałym. Na pewno nie merytorycznym. Mamy już pierwsze rozporządzenie wykonawcze do ustawy, dotyczące świadczenia ratowniczego dla strażaków OSP, uprawniające do otrzymania dodatku emerytalnego. To fundament tej ustawy, docenienie roli ochotników w zapewnieniu bezpieczeństwa w naszym kraju. Pieniądze są, Zakład Emerytalno-Rentowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji przygotowany, więc wypłaty świadczeń ruszą po dopełnieniu przez zainteresowanych wymaganych procedur. Są przygotowane kolejne rozporządzenia, obecnie analizowane w ministerstwie, wszystko idzie zgodnie z planem. W najbliższych tygodniach będą gotowe wszystkie rozporządzenia wykonawcze.

Coraz głośniej w środowisku o długo wyczekiwanej ustawie o ochronie ludności. Chodzą słuchy, że zostanie ona wdrożona w krótkim czasie po ustawie o OSP. Czy tym samym dopełni się pewna wizja zmian? Jaką rolę przyjdzie pełnić w tym procesie PSP?

Myślę, że to jedna z najważniejszych w historii ustaw. O uregulowaniu kwestii ochrony ludności mówi się od upadku komunizmu, od powołania Państwowej Straży Pożarnej. Powstawały wprawdzie projekty, ale żaden nie doczekał się realizacji. Teraz jest szansa, by plany się ziściły. A jako szef Obrony Cywilnej Kraju wiem najlepiej, że są w tym zakresie braki. Ustawa jest właściwie przygotowana, niebawem stanie się oficjalnym dokumentem. Oczywiście jako projekt będzie pewnie podlegała jakimś zmianom. Jak jest umiejscowiona PSP? Najwyżej, razem z OSP stanowi fundament tejże ustawy. Nie chciałbym jednak informować o szczegółach projektu, zanim nie zostanie oficjalnie zaprezentowany. Mogę zdradzić, że jednym ze sztandarowych zapisów ustawy jest karetka w każdej gminie, a więc rozwój ratownictwa medycznego. To się pięknie spina z tym, co planujemy w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, a niebawem Akademii Pożarniczej, czyli uruchomieniem nowego kierunku – ratownictwa medycznego.

Zapowiedział pan, że chciałby zwiększyć liczbę ratowników medycznych w szeregach PSP z 3 tys. do 10 tys. Czy faktycznie potrzebujemy tylu ratowników medycznych i brania na siebie ich przygotowania do pracy? Wygląda to tak, jakbyśmy zamierzali przejąć zadania Państwowego Ratownictwa Medycznego.

Jeśli chcemy mieć porządne zabezpieczenie medyczne podczas każdej akcji, stanowić silne ogniwo w systemie ochrony ludności, to jest to niezbędny krok. Zdaję sobie sprawę, że ratownicy z Państwowego Ratownictwa Medycznego komentują to jako chęć wkraczania strażaków w ich zadania, ale to zupełnie niepotrzebne obawy.

„Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba”, jak pisał Stachura. Rozwijamy ratownictwo medyczne przede wszystkim z myślą o tym, by zabezpieczać własne działania, a w razie potrzeby być uzupełnieniem dla PRM. Nieprzypadkowo wzrasta nam liczba izolowanych zdarzeń ratownictwa medycznego. Życie pokazuje, że kilkugodzinne czekanie na karetkę nie jest fikcją. Ostatnio na Pomorzu strażacy zabezpieczali poszkodowanego przez osiem godzin. To nie zarzut, lecz fakt. System PRM bywa przeciążony. Takie sytuacje mogą się zdarzyć w każdej chwili i w każdym miejscu. Dlatego musimy starać się na nie przygotowywać. Nasze karetki będą wyposażone w takim zakresie, aby ratownik medyczny mógł ustabilizować poszkodowanego i bezpiecznie przewieźć go do szpitala, by przekazać fachowcom. Mam świadomość, że potrzebne są na to lata, ale zróbmy ten pierwszy krok.

Nowy kierunek, zmiana nazwy uczelni i przeobrażenie jej w akademię. A do tego zapowiadane zmiany w studiach cywilnych i mundurowych. Czy to nie za wiele?

Zmiany są epokowe. Dołączy trzeci główny kierunek, wzrośnie prestiż uczelni – zostanie akademią, będzie miała nowy sztandar. Dążymy do zmiany proporcji studentów na konkretnych kierunkach. Studia cywilne będą zupełnie zamykane, zatem Akademia Pożarnicza stanie się z czasem uczelnią stricte mundurową. Podążamy w kierunku zmniejszania liczby studentów dziennych na kierunku mundurowym. Docelowo będzie to 40 podchorążych na roku.

To ponaddwukrotna redukcja liczby studentów. Czy dlatego, że mamy nadprodukcję oficerów?

Dlatego, że chcemy zmienić model kształcenia. Uważamy, że odpowiedniejsza jest ścieżka kształcenia strażaka od podstaw – czyli najpierw przyjęcie człowieka do służby, sprawdzenie, a później inwestowanie w jego edukację. Taki model jest z powodzeniem stosowany w innych krajach, np. anglosaskich. Nie uczynimy tego rzecz jasna z dnia na dzień, to będzie proces.

Od czasu do czasu pojawiają się słuchy, że zostanie ograniczona liczba oficerów, którzy są po przeszkoleniu zawodowym, jako remedium na słabej jakości edukację. Jest w tej plotce ziarno prawdy, czy nie?

A co to znaczy słaba edukacja? Znam oficerów zarówno po SGSP, jak i studiach podyplomowych czy aspirantce. Czy zauważam jakieś prawidłowości? Nie, bo tak naprawdę wszystko zależy od człowieka, czy jest zaangażowany, czy chce mu się rozwijać, czy nie.

Mamy jednak podziały w straży, również na kategorie oficerów.

To niedorzeczne i szkodliwe. Złośliwi pewnie stwierdzą, że mówię tak, bo zdobyłem wykształcenie podczas służby. Nie mam kompleksów i problemów z tego tytułu – przeciwnie, uważam, że pozwala mi to spojrzeć na jej potrzeby z szerszej perspektywy. Moją komendanturę najlepiej oceni historia. W tej chwili mamy pęd do zostawania oficerem, by zdobyć stanowisko i lepsze pieniądze. Czy główna księgowa musi być oficerem tylko dlatego, żeby godnie zarabiać? To można osiągnąć innymi sposobami, a wysiłek włożyć w rozwijanie wiedzy ze swojej specjalizacji.

Oczywiście są obszary w straży, gdzie wykształcenie oficerskie jest niezbędne, np. w prewencji czy pionie operacyjnym, zwłaszcza w dużym mieście. Ale czy w mniejszym ośrodku doświadczony aspirant nie poradzi sobie na stanowisku dowódcy jednostki? Myślę, że bez najmniejszego problemu i nie musi zdobywać do tego stopnia oficerskiego. Nie ma sensu produkować oficerów na siłę, dlatego chcemy zmienić przepis kwalifikacyjny. Umożliwi on rozwój pionowy i poziomy. Można być doskonałym specjalistą w swojej działce, w niej się rozwijać i pobierać podobne wynagrodzenie jak oficer.

Nie obawia się pan, że strażacy nie będą chcieli zdobywać nowych kwalifikacji, skoro podobne pieniądze można zarobić mniejszym wysiłkiem?

To, że chcemy odejść od modelu zdobywania kwalifikacji oficerskich jako jedynego sposobu na awans finansowy, nie oznacza, że pozwolimy na spoczywanie na laurach. Bez podnoszenia kwalifikacji nie będzie możliwy awans, ale to nie oznacza powiązania rozwoju tylko z koniecznością zdobycia kwalifikacji oficerskich. Będzie można wybrać różne modele kariery, niekoniecznie ślepo pędzić po stopień oficerski.

Czy taki model awansu ma docelowo doprowadzić do zrównoważenia proporcji między korpusami?

Też, jednak przede wszystkim do zlikwidowania sztucznych dziur i sztucznych nadwyżek w etatach oficerskich. W jednych województwach mamy nieobsadzone etaty oficerskie, a w innych jest ich za dużo. Wiadomo, że nie naprawię tego z dnia na dzień, pewnie nie stanie się to też za mojej komendantury ani nawet kolejnej, bo to są zaszłości z 30 lat. Trzeba jednak obrać wreszcie jakiś sensowny kierunek rozwoju. Mam nadzieję, że kolejna ekipa nie będzie chciała go zmieniać, że te zmagania będą kontynuowane.

Ciekawa jest pana zapowiedź o rozszerzeniu dodatku motywacyjnego za długoletni staż. Mamy teraz taki w dwóch sytuacjach – po 25 i 28,5 latach służby. Być może będzie też po 15 latach. Czy borykamy się z problemami kadrowymi, że aż musimy zachęcać ludzi do pozostania w służbie finansowo?

Koncepcja ta urodziła się w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, które ma szersze spojrzenie na wszystkie służby, nie tylko na straż. Moim zadaniem jest dbanie o naszą firmę, a ministra o cały resort. Zatem to rozwiązanie z myślą o przeciwdziałaniu odejściom głównie z innych służb, choć i u nas zdarzają się emerytury tuż po 15 latach służby. To akurat ten moment, kiedy strażak jest najbardziej wartościowym pracownikiem. Ma wiedzę i doświadczenie, może uczyć kolejne pokolenia strażaków.

Oczywiście niekiedy to przypadki losowe zmuszają do wcześniejszego pożegnania ze służbą, ale nierzadko sytuacja finansowa. Dodatek byłby więc motywacją do pozostania w służbie dłużej, zatrzymałby odpływ naszych doświadczonych i wyszkolonych ludzi na rynek pracy. Zgadzam się w pełni z koncepcją MSWiA, to spojrzenie perspektywiczne na kadry. Opłacalne, bo mniej ludzi przechodzi na zaopatrzenie emerytalne. Na razie poproszono nas o dane i wyliczenia, mam nadzieję, że sprawa rozwinie się pomyślnie i taki dodatek powstanie.

Trzecią ustawą istotną dla naszej formacji, i w dodatku w trzeciej odsłonie, jest tzw. ustawa modernizacyjna. Co wymaga doinwestowania w PSP, na co głównie pójdą pieniądze, jak przełoży się to na bezpieczeństwo strażaków?

Stało się coś niezwykłego, że ta ustawa powstała w tak trudnych warunkach. Wielkie podziękowania dla ministerstwa i dla pracowników w Komendzie Głównej PSP. Była pełna mobilizacja, żeby o nią powalczyć i udało się. A są to największe środki finansowe w historii. Pozwolą na zrealizowanie 120 inwestycji budowlanych, zakup sprzętu specjalistycznego, środków ochrony osobistej dla strażaków.

Są też przewidziane podwyżki dla funkcjonariuszy i pracowników cywilnych.

I to też powód do satysfakcji. Każdy strażak otrzyma podwyżkę w wysokości 550 zł brutto. Do tego przewidziane jest 74 zł wolnej kwoty, którą komendanci będą mieli do dyspozycji na każdy etat jako narzędzie motywacyjne. Średnia wysokość podwyżki na etat cywilny wynosi zaś 328 zł z programu modernizacyjnego i 150 zł z zaplanowanych wcześniej podwyżek. Mnie to cieszy, choć wiem, że niektórzy narzekają, że to za małe pieniądze wobec panującej inflacji. Pamiętajmy jednak, że czasy są trudne, nadal mamy pandemię i coraz wyraźniej odczuwamy jej negatywne gospodarcze skutki. Podwyżek mogłoby nie być wcale i musielibyśmy poradzić sobie bez nich. Według mnie liczy się każdy wywalczony grosz. Po każdej bessie przychodzi hossa, ciężkie czasy miną. A nie powiedzieliśmy ostatniego słowa – będziemy dalej pracować nad tym, żeby poprawić sytuację finansową strażaków.

Dzięki programowi trafi do PSP 750 dodatkowych etatów. W tamtym roku zapowiadał pan, że ponad 90 proc. z nich zasili podział bojowy. Podkreślał pan też, jak ważne jest dążenie do zwiększenia stanów osobowych na każdej zmianie. Czy te etaty oznaczają realizację postulatu ośmiu strażaków na zmianie w każdej JRG? I o jakiej perspektywie czasowej mówimy?

To głębszy i szerszy problem, wymagający nie tylko dodatkowych etatów, lecz także reorganizacji. Są powiaty, w których jest za mało strażaków i takie, w których jest ich za dużo. To wynika z tego, że ostatnie regulacje na tym poziomie odbywały się w wiele lat temu. Wraz z upływem czasu sytuacja się zmieniła – w niektórych miejscach przybyło np. fabryk, magazynów, a w innych ubyło. W wielu powiatach rozbudowała się infrastruktura, powstały nowe inwestycje, a stan etatowy pozostał bez zmian. Trzeba więc poprzesuwać etaty między powiatami, by były one bardziej adekwatne do zagrożeń. To musi odbyć się naturalnie, czyli wraz z przejściem konkretnych ludzi na emeryturę. Jako wielkopolski komendant wojewódzki takie ruchy wykonywałem od samego początku i przenosiłem etaty z komend, które uznałem za przeetatyzowane, do tych, gdzie tych etatów wyraźnie brakowało. Dodatkowe 750 etatów i przesunięcia w obrębie województw pozwolą nam ten stan osiągnąć. Przy czym ośmiu strażaków na zmianie to minimum, są powiaty, gdzie musi ich być dziesięciu. Tylko wtedy dowódca może zadbać o skuteczną akcję ratowniczą i bezpieczeństwo swoich ludzi.

Gdzie trafią pozostałe etaty i dlaczego właśnie tam?

Zasilą głównie zespoły prasowe i prewencję, bo tam są największe potrzeby. Jednak zostawiam w tej mierze wolną rękę komendantom wojewódzkim, oni wiedzą najlepiej, jak to optymalnie poukładać.

Jest szansa, że zrealizuje się podnoszony od lat postulat etatowych rzeczników prasowych, którzy będą zajmowali się tylko polityką informacyjną, a nie rzecznikowaniem przy okazji?

To konieczność i powinno być to stanowisko w odpowiednio wysokiej grupie, bo bycie rzecznikiem jest niełatwym zadaniem. Możemy zrobić najlepszą robotę, ale jeżeli tego dobrze nie pokażemy, nie sprzedamy – nikt jej nawet nie zauważy. Takie mamy czasy, że nie wystarczy dobrze pracować. W Państwowej Straży Pożarnej i wśród naszych braci ochotników mamy wielu cichych bohaterów. Uratowali kogoś, czasem ryzykując własne życie. O wielu takich przypadkach społeczeństwo się nie dowiaduje, bo nie było komu się tym zająć. A to bardzo ważne, żeby pokazywać  nasz wysiłek, poświęcenie. To buduje zaufanie do formacji i jej prestiż.

Po raz kolejny udzielił pan patronatu honorowego międzynarodowej konferencji na temat raka w straży pożarnej. Jest to dla pana problem priorytetowy, czy też uzupełniający? Czy zamierza pan wprowadzać rozwiązania chroniące strażaków, którzy zawodowo są wyjątkowo narażeni na tę chorobę?

To na pewno jeden z moich priorytetów, choć mam ich sporo. Wdrażamy rozwiązania chroniące strażaków już od dłuższego czasu.

Zrobiliśmy krok milowy – zmieniamy umundurowanie, a wraz z nim złe nawyki. Na przykład noszenia ubrania koszarowego pod specjalnym, przez co strażacy byli narażeni na długi kontakt z substancjami kancerogennymi. Upowszechnia się świadomość, że ubrania specjalne trzeba regularnie czyścić. Mamy w jednostkach pralnice, odpowiednie środki. Powstają czyste i brudne strefy. Dzięki temu zwiększają się szanse na walkę z tą chorobą. Mamy w służbie ludzi zaangażowanych w temat walki z rakiem, jak Szymon Kokot. Wspieram jego działania, kibicuję jego zaangażowaniu, robi kawał dobrej roboty i dziękuję mu za to. Dobrze mieć takich pasjonatów w służbie.

Rada Ministrów przyjęła już propozycję zmian, jeśli chodzi o artykuł 15a ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym. To daje duże nadzieje sporej grupie strażaków przyjętych po raz pierwszy do służby po 1 stycznia 1999 r., a przed 1 października 2003 r. Według projektu mogliby oni doliczyć cywilne lata pracy do emerytury po przekroczeniu 25 lat służby. Jakie są szanse na pomyślny finał?

Projekt ma spore szanse. Choć propozycje zmian pewnie nie satysfakcjonują wszystkich, to warto docenić, że w ogóle podjęto ten problem i trwają prace nad jego rozwiązaniem, bo od lat nikt się nad nim nie pochylił. Kibicuję, by zmiany były korzystne dla strażaków i takie będę popierał.

Ten rok zaczął się od burzy, którą wywołały zmiany podatkowe wynikające z Polskiego Ładu. Funkcjonariusze zauważyli, że ich styczniowe uposażenia okazały się mniejsze, niż zapowiadano, choć w miarę szybko dokonano korekty i zwrócono błędnie potrącone pieniądze. Pojawiły się zapewnienia ministra, że zostaną wypracowane takie rozwiązania, aby strażacy zarabiający do 12 800 zł nie odczuli tego na własnej kieszeni. Czy strach o nasze PIT-y za 2022 r. jest uzasadniony, czy też ma jedynie wielkie oczy?

W straży mamy taki żartobliwy komentarz, odnoszący się do podobnych sytuacji: zmiana decyzji świadczy o ciągłości dowodzenia. A mówiąc poważnie – popełniono błędy, dobrze, że zostały one szybko skorygowane i nikt w nich nie trwał. Teraz trzeba zrobić wszystko, żeby w przyszłym roku zgadzały się kwoty w naszych PIT-ach. Monitoruję sytuację na bieżąco, jestem w stałym kontakcie z panem ministrem.

W tym roku świętujemy 30-lecie powstania Państwowej Straży Pożarnej. Czego z tej okazji mogą się spodziewać strażacy?

Na 6 maja zaplanowane są główne obchody na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Odbędą się według nowego ceremoniału. Po raz pierwszy w historii Państwowa Straż Pożarna dokona uroczystej zmiany warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Zostanie wygłoszony apel pamięci. Po raz pierwszy też uroczystość poprowadzi komendant główny PSP. Będzie promocja oficerska na cztery szable, a uroczystość zwieńczy defilada 21 kompani reprezentacyjnych. Pokażemy naszą siłę i dumę z bycia strażakami. Jesteśmy ważną formacją i mamy powody, by kroczyć z dumnie podniesioną głową.

rozmawiała bryg. Anna Łańduch

Źródło: Przegląd Pożarniczy 

o autorze

Redakcja/Łukasz
Kontakt: lukasz@remiza.pl