Komendantem się bywa, a człowiekiem się jest, dlatego stawiam na dobre relacje międzyludzkie, a drzwi do mojego gabinetu będą otwarte – deklaruje komendant główny Państwowej Straży Pożarnej st. bryg.  mgr Andrzej Bartkowiak. 

Zaczynał Pan służbę od podziału bojowego i spędził w nim dwie dekady. Nie szkoda było zamieniać emocji, działania w akcji i adrenaliny na codzienną, nużącą pracę za biurkiem na stanowisku wielkopolskiego komendanta wojewódzkiego?

20 lat w podziale bojowym to rzeczywiście sporo, tym bardziej że moja jednostka miała dużą wyjazdowość. Ale emocje związane z działaniem na pierwszej linii można odczuwać przecież również za biurkiem, decydując o funkcjonowaniu danej komendy czy województwa. To doświadczenie bardzo mi się dziś przydaje. Wiem, jakie są potrzeby w podziale, czego brakuje strażakom, czego jest za dużo, co należy zmienić, nad czym się pochylić w przyszłości. Myślę, że taka droga kariery daje naprawdę dobrą perspektywę, jeśli chodzi o funkcjonowanie w każdej służbie. Cenię sobie także doświadczenie zdobyte w działalności społecznej i związkowej w służbie. Znam potrzeby ludzi działających na co dzień.

Poznań i Warszawę łączy autostrada. Mimo to miasta dzieli duża odległość. Jak pan zamierza pogodzić służbę z funkcjonowaniem w życiu prywatnym?

Kocham straż pożarną, ale jeszcze bardziej swoją rodzinę. Tak ustawiam swoje priorytety życiowe. Moja żona niebawem do mnie dołączy. Dzięki uprzejmości ministra spraw wewnętrznych i administracji na czas pełnienia służby na stanowisku komendanta głównego PSP przydzielono mi kwaterę tymczasową, żebym mógł być razem z rodziną. Nie wyobrażam sobie zresztą innego rozwiązania – zwłaszcza teraz, bo wkrótce na świat przyjdzie nasze dziecko. Ważny moment w moim życiu zawodowym zbiega się więc z bardzo ważnym wydarzeniem w życiu prywatnym. Zależy mi na utrzymaniu równowagi między tymi dwiema sferami – to podstawa mojego funkcjonowania.

Przed zmianą komendanta głównego PSP zawsze funkcjonuje giełda kandydatów. Nie był pan na niej wysoko, a jednak został nowym szefem strażaków. Co zdecydowało o powołaniu właśnie pana?

To dość krępujące dla mnie pytanie. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony propozycją. Taka była jednak decyzja premiera Mateusza Morawieckiego, ministra Mariusza Kamińskiego i wiceministra Macieja Wąsika. Dziękuję za powierzenie mi tej odpowiedzialnej funkcji i za zaufanie, postaram się go nie zawieść. Dołożę też wszelkich starań, by sprostać oczekiwaniom strażaków, kontynuować dobre działania poprzedników i podejmować nowe wyzwania. To dobry moment, by podziękować odchodzącemu kierownictwu Państwowej Straży Pożarnej. To były niełatwe cztery lata dużych reform i zmian.

Na pierwszym spotkaniu z kadrą kierowniczą Komendy Głównej PSP zapewniał pan, że drzwi do pana gabinetu będą zawsze otwarte dla każdego pracownika. Nie obawia się pan, że zostanie sparaliżowany przez błahe sprawy?

Taką zasadę wprowadziłem w Komendzie Wojewódzkiej PSP w Poznaniu i rzeczywiście  na początku była ona przyjmowana z dystansem. Uważam jednak, że to ja jestem dla pracowników, nie pracownicy dla mnie. Ważne są więc rozmowy, dyskusje, czasem spory. To wszystko służy budowaniu jak najlepszego scenariusza rozwoju ochrony przeciwpożarowej w Polsce. Dlatego nie obawiam się zarzucenia sprawami. Mam dużą determinację do działania i wiele energii.   

Podkreślał też pan, że oczekuje od podwładnych inicjatywy i samodzielności. Jaki więc styl zarządzania jest panu najbliższy: autorytarny, demokratyczny czy liberalny?

Lubię mieć wokół siebie ludzi kreatywnych, dobrze wykształconych, mądrych. Z większą wiedzą i doświadczeniem niż moje, bo nie mam monopolu na rację. Myślę, że daję energię do działania, ale i korzystam z energii innych ludzi, z ich potencjału. Jesteśmy jednak służbą mundurową, więc dyscyplina i pewien dryl także są ważne. Istotą mojego stylu zarządzania jest chyba kompilacja tych trzech. Najmniej jest mi bliski styl autorytarny, ale jak wiadomo, są sytuacje wymagające decyzji jednoosobowych. Ważne, by dostosować styl zarządzania do okoliczności, bo czym innym jest akcja ratowniczo-gaśnicza, a czym innym zarządzanie na co dzień.

Lubimy mówić, ze strażacy to jedna wielka rodzina. Jednak wiemy, że w tej rodzinie są podziały – między funkcjonariuszami i pracownikami cywilnymi, strażakami zmianowymi i codziennymi, pionem operacyjnym i prewencyjnym. Dostrzega pan te podziały i wie, jak je eliminować?

Pracowałem w podziale bojowym, stanowisku kierowania, biurze. Mam pełen ogląd różnych sytuacji i podzielam pogląd, że jesteśmy jako środowisko jedną wielką rodziną. Nie ma w niej miejsca na podziały i choć one rzeczywiście występują, to są sztuczne, niepotrzebne i budowane na potrzebny doraźnych historii, które nie powinny przysłaniać budowania dobrych relacji. Pamiętajmy, że wszyscy ratujemy ludzi, niezależnie od tego, czy pełnimy służbę w podziale bojowym, kadrach, pionie kontrolno-rozpoznawczym, czy też społecznie jako strażacy ochotnicy. Tak uważam i będę pilnował, byśmy podziałów nie tworzyli, a istniejące likwidowali. Różnice zdań czy nawet podziały mogą być konstruktywne, prowadzić do pozytywnych zmian. Jednak nie ma mojej zgody na to, by ich efektem była agresja, przemoc, dyskryminacja, czy hejt.

Zamierza pan być komendantem głównym chwilowym, zgodnie z zasadą carpe diem, czy długodystansowym, szukającym odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierzamy jako formacja?

Z uwagi na sport, który uprawiam – bieganie i pływanie, raczej jestem długodystansowcem. Moją ważną cechą charakteru jest planowanie na wiele lat, co niektórzy przyjmują z niedowierzaniem. A ja tak mam, od początku służby chciałem się rozwijać. Patrzę daleko, dostrzegając jednocześnie to, co blisko.

Niedawno podpisał pan porozumienie z komendantem głównym Policji i z Wojskowym Instytutem Higieny i Epidemiologii. Czy w związku z tym uważa pan za konieczność redefiniowanie zasad współpracy z pozostałymi służbami i podmiotami?

Umowy cementują formalnie rozwiązania wypracowane i funkcjonujące we współpracy. Od lat współdziałamy z ochotnikami, ratownikami medycznymi, policjantami, wojskiem czy strażą graniczną. Nie ma tu powodu do redefiniowania zasad – to by wskazywało, że należy poprawiać coś wielkiego, a takiej potrzeby nie ma. Trzeba utrzymywać dobre relacje ze służbami, z którymi się spotykamy na co dzień, budować współpracę na jak najwyższym poziomie. To moje zadanie.

A jeśli chodzi o współpracę z ochotnikami, jakie aspekty działalności OSP chce pan wspierać i jaki model współpracy z druhami kształtować?

Strażacy ochotnicy to nasi bracia w służbie, przyjaciele. Jako dowódca w działaniach ratowniczo-gaśniczych zauważyłem, że można na nich polegać. Pracują ramię w ramię z nami. Chcę, byśmy utrzymywali dialog, wzajemnie się wysłuchiwali i rozwiązywali problemy nurtujące ochotników. Myślę, że dużo dobrego wydarzyło się w ostatnich latach, jak np. ustawa modernizacyjna, która objęła także ochotnicze straże pożarne. Od tego czasu do OSP trafiło ponad tysiąc samochodów, a także inny specjalistyczny sprzęt, nie tylko z dotacji KSRG, MSWiA, lecz także z Funduszu Sprawiedliwości czy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i wojewódzkich funduszy ochrony środowiska. Będziemy kontynuowali tę drogę w tym roku. Wspólnie z CNBOP-PIB pracujemy nad rozwiązaniem, które umożliwi strażakom ochotnikom zminimalizowanie kosztów certyfikacji pozyskiwanych przez nich samochodów.

Jaka jest pana wizja naszego miejsca w międzynarodowym świecie ratowniczym? Otwieramy się na niego, czy pielęgnujemy raczej współpracę z sąsiadami?

Pokazaliśmy niejednokrotnie, że umiejętności naszych strażaków są na bardzo wysokim poziomie. Potwierdza to choćby akcja w Szwecji. Zebraliśmy słowa uznania od profesjonalistów, odrobiliśmy wszystkie lekcje z nawiązką. Jesteśmy przygotowani do tego, żeby pomagać i ratować ludzi na całym świecie. Niedawno udzieliliśmy pomocy humanitarnej Albanii, jesteśmy też gotowi, by ruszyć z pomocą Australii dotkniętej pożarami.

Podkreślał pan, że prewencja społeczna to pana zawodowy konik. Wielkopolska, można rzec, to jej matecznik. Tam powstały jedne z pierwszych dużych inicjatyw z tego obszaru. Czy dostrzega pan potrzebę zmian w skali kraju i zamierza wprowadzić konkretne rozwiązania?

Działalność kontrolno-rozpoznawcza jest mi bliska, bo dzięki niej redukujemy liczbę poszkodowanych. Podobnie prewencja społeczna. Ważna jest w niej praca od podstaw – z dziećmi i młodzieżą, by nauczyć ich dobrych praktyk i zachowań. Oni przekażą wiedzę swoim bliskim w rodzinie. Na prewencję społeczną warto spojrzeć szerzej, uwzględniając poza ochroną przeciwpożarową ekologię i ochronę środowiska. I tak to widzieliśmy w Wielkopolsce, budując symulatory różnych zagrożeń: pożarowych w domu jednorodzinnym, budynku użyteczności publicznej, ratownictwa wodnego i ochrony środowiska. To doskonałe narzędzie dydaktyczne do pogadanek w szkołach, działa na wyobraźnię słuchaczy. Symulatory były nagradzane na targach, również nagrodą publiczności, co pokazuje, jakie budzą zainteresowanie. Myślę, że warto korzystać z rozwiązań wielkopolskich, pamiętając, że każdy region ma własną specyfikę zagrożeń, co powinny uwzględniać programy i rozwiązania prewencyjne. 

Wygląda pan na człowieka zadowolonego z życia, często się pan uśmiecha i zachęca do tego innych. Czy swój image zamierza pan przełożyć na całą formację? I jaki według pana powinien być wizerunek PSP?

Jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam wspaniałą żonę, dzieci. To przekłada się na to, jak się zachowuję i jak wyglądam. Nie mam powodu, by robić kwaśną minę. Nawet jeśli zdarzają się słabsze chwile, jak każdemu, to szklankę widzę w połowie pełną, a nie w połowie pustą. Zachęcam innych, by spróbować tak właśnie patrzeć na życie. Jeśli zaś chodzi o wizerunek naszej formacji, to dzięki naszemu profesjonalnemu działaniu, on sam się broni. Mamy dobrych rzeczników prasowych. Ludzi zaangażowanych, po odpowiednich szkołach i potrafiących profesjonalnie przedstawić nasze działania i całą formację. Za tę trudną pracę chciałbym im podziękować. Nie mamy tu powodów do narzekania, co potwierdza wysokie zaufanie społeczne do naszej służby.  

Ważnym elementem postrzegania formacji są też nasze mundury. Nie zmieniły się od dekad. Jaki jest pana pogląd w tej kwestii i czy zamierza pan dokonać jakichś zmian w tym zakresie, choćby wzorem Policji?

Cieszymy się z tego, że wreszcie udało się zmienić ubranie specjalne. Wiem, że nie wszystkim się one spodobały, ale ilu strażaków, tyle koncepcji munduru. Jakiś konsensus musiał zostać wypracowany. Przy okazji chciałbym zaapelować do strażaków: nie martwmy się, że te mundury są jasne i widać na nich brud. To znaczy, że trzeba je często prać. Pamiętam czasy, kiedy jeszcze nikt o tym nie myślał, a teraz przychodzi zbierać owoce tego zaniedbania. Pamiętajmy więc o profilaktyce nowotworowej – na ubraniach osadzają się substancje kancerogenne, a piorąc je, zmniejszamy ryzyko zachorowania na raka. Dbajmy o siebie, pamiętajmy, że nasi bliscy chcą się cieszyć naszą obecnością jak najdłużej. Robimy wszystko, żeby pralnice były w jak największej liczbie komend, na to muszą znaleźć się środki. Jeśli tylko powstanie kolejna ustawa modernizacyjna, będziemy chcieli do niej wpisać zmianę umundurowania koszarowego. Należy się nam ona po tylu latach, zwłaszcza że do dyspozycji mamy całkiem nowe materiały, bardziej komfortowe. Mundury wyjściowe uważam za eleganckie. Wiem, że inni nam ich zazdroszczą. Możemy się pochylić nad jakością materiałów, z których są zrobione, ale to nie jest dla mnie priorytet.

Służba w PSP wiąże się z wieloma zagrożeniami, zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi. Jakie pan widzi możliwości dbania o ten obszar życia strażaków i pracowników cywilnych naszej formacji?

Myślę, że w dużej mierze możemy pomóc sami sobie. Oprócz tego, co robimy na co dzień, warto mieć hobby. Ja mam sport, dzięki niemu potrafię pozbyć się negatywnych emocji.  Najgorzej trzymać w sobie napięcie i stres, płacimy za to chorobami. W każdej komendzie wojewódzkiej mamy psychologów – nie bójmy się korzystać z ich pomocy i wiedzy, to nie wstyd. Dbajmy o siebie i w sensie fizycznym, np. poprzez badania profilaktyczne, i w sensie mentalnym. Kluczem do tego, byśmy się dobrze czuli, są dobre relacje w pracy. Apeluję do szefów różnego szczebla, by budowali dobrą atmosferę w służbie, to procentuje. Dzięki temu radzimy sobie w trudnych sytuacjach, potrafimy dać sobie wsparcie na przykład po trudnej akcji.

Utarł się pogląd, że w przeciętnej JRG jest na zmianie mniej strażaków niż pojazdów możliwych do użycia w działaniach. Zamierza pan zmienić ten stan rzeczy, czy uznaje obecne obsady za wystarczające?

To prawda, że pojawiają się takie negatywne komentarze. Pożary stanowią obecnie niewielki procent naszej działalności. Spektrum naszych działań jest bardzo szerokie. Liczba pojazdów w PSP jest więc uwarunkowania ich zastosowaniem. To trzeba uświadamiać społeczeństwu czy samorządowcom, jeśli zabiegamy o fundusze na sprzęt.

Panuje też przekonanie, że trudno znaleźć strażaków chętnych do pełnienia służby w systemie codziennym w biurze. Przejście z podziału do biura bywa postrzegane jak kara. Ocenia pan, że to istotny problem, który trzeba rozwiązać, czy raczej mit?

Cały czas mamy sporo chętnych do straży pożarnej. To wynika w dużej mierze z tradycji rodzinnych czy przechodzenia ze służby ochotniczej do zawodowej. Niestety nie można tego powiedzieć o chętnych do pracy w biurze. Zauważamy, że to coraz większy problem i próbujemy mu przeciwdziałać stosownymi rozwiązaniami. Planujemy stworzenie oferty zachęcającej do pracy biurowej, jednak na tym etapie za wcześnie, by zdradzać szczegóły.

Przełom starego i nowego roku to czas rozliczeń. Zmiana stanowiska też skłania do refleksji. Jaki jest pana największy sukces życiowy i największa porażka? Pozostawiam do wyboru, czy zdradzi pan te ze sfery prywatnej, czy zawodowej, a może jedne i drugie?

Komendantem się bywa, a człowiekiem się jest. Apeluję, abyśmy pamiętali o swoim człowieczeństwie. Szanujmy się, a będzie nam się żyło dużo łatwiej. Czerpię siłę z tego, że zaczynałem służbę od pierwszej grupy, a doszedłem do najwyższej. Mam jednak do tego sporo dystansu. Potrafię sam się zdyscyplinować, a z przyjaciółmi umówiłem się, że jeżeli zacznie się dziać ze mną coś niepokojącego, mają mnie sprowadzić na ziemię. Porażki w życiu prywatnym przemilczę, w życiu służbowym bywały, ale nie warto ich rozpamiętywać. Traktuję je jako doświadczenie zawodowe.

Jakie cele stawia pan przed sobą i strażakami w 2020 r.?

Mam nadzieję, że niebawem sfinalizujemy prace nad przepisem płacowym i kwalifikacyjnym – od wielu lat wyczekiwanym. Dobrą informacją jest też to, że czekają nas podwyżki, inwestycje w sprzęt i infrastrukturę. Myślę, że to będzie bardzo dobry rok. Życzę nam wszystkim właśnie tego. Zadowolenia z pracy i rodziny, byśmy byli otoczeni ludźmi, którzy darzą nas sympatią.

rozmawiała Anna Łańduch / Przegląd pożarniczy / zdjęcia KG PSP

 

o autorze

Redakcja