Bóg, Honor, Ojczyzna – to nie tylko hasło ze sztandarów. Z wiarą, determinacją i nadzieją będziemy pomagali w walce z wirusem i w końcu ją wygramy. Kończymy trudny rok z nadzieją na lepszy – podkreśla komendant główny PSP, podsumowując pierwszy rok swojego urzędowania.

W odpowiedzi na hasło „Wszystkie ręce na pokład” skierował pan strażaków mających kompetencje ratownika medycznego do pomocy w szpitalach tymczasowych. Dlaczego udzielamy takiego wsparcia i o jakiej skali pomocy mówimy?

Okazało się, że jesteśmy jedyną służbą z tak dużą liczbą świetnie wyszkolonych ratowników medycznych, z pełnymi kwalifikacjami. Mówimy o blisko 2400 osobach, z których 826 pełni służbę i jedocześnie realizuje zadania w jednostkach medycznych: w szpitalach czy karetkach pogotowia. Ponadto mamy ponad 900 strażaków z aktualnymi uprawnieniami ratownika medycznego nierealizujących tych zadań poza strażą oraz blisko 500 strażaków mających stosowne wykształcenie, jednak z uprawnieniami, które straciły ważność. „Wszystkie ręce na pokład”, bo okazuje się, że o ile sprzętowo radzimy sobie nie najgorzej, o tyle trudniej z wyspecjalizowanym personelem. Stąd też mój apel do strażaków o pomoc, na którą bardzo dobrze odpowiedzieli. Działają już w szpitalach tymczasowych w stolicy i reszcie kraju. To wspomożenie służby zdrowia, bo widać, że ona dziś bardzo potrzebuje naszych ludzi.

Jak to wpłynie na naszą codzienną gotowość operacyjną? Przecież pożary, wypadki nie przestały się wydarzać, a my od lat narzekamy na niedostatki kadrowe. W dodatku w każdej chwili jednostki straży pożarnej mogą się znaleźć na kwarantannie.

Robimy wszystko, żeby funkcjonowanie straży nie zostało zachwiane. Mamy potencjał w postaci szkół – podchorążych i kadetów, których możemy skierować do działań. Do tego dochodzi ogromne wsparcie ochotniczych straży pożarnych, za co serdecznie dziękuję. Prawda, że zdarzeń nie ubywa. Niedawno doszło do wybuchu w domu w województwie łódzkim, dużego pożaru składowiska opon, odnotowujemy sporo izolowanych zdarzeń medycznych. Cały czas mamy około 500 chorych strażaków, na szczęście w większości przechodzą COVID dość łagodnie. Każdego dnia blisko 800 strażaków przebywa na kwarantannie. To pokazuje, że codziennie dysponujemy mniejszą liczbą strażaków w jednostkach ratowniczo-gaśniczych. Dajemy radę przy pełnej mobilizacji, umiejętnym zarzadzaniu, za co dziękuję komendantom z kraju. Nie zmniejszamy nigdzie stanów osobowych, nie ma takiej potrzeby. To byłaby zupełna ostateczność. Rozważamy jednak obniżenie stanów w grupach specjalistycznych, które mają obecnie niższe obłożenie zadaniami, jak. np. grupy wodno-nurkowe.

Jak długo będziemy wspierali Państwowe Ratownictwo Medyczne strażakami-ratownikami? Ostatnie tygodnie pokazały, że rozwój epidemii może bardzo przyspieszyć. Czy przewiduje pan kolejne wsparcie dla służby zdrowia?

Nasza formacja nigdy nie mierzyła się z takim wyzwaniem. Nie ma też na świecie państwa, które obecnie jest sobie w stanie szybko poradzić z pandemią. Nawet te najbardziej rozwinięte mają swoje problemy. Muszą rewidować podejście do walki z koronawirusem. Będziemy pomagali tak długo, dopóki nie wygramy tej walki. Docierają ze świata dobre wiadomości o szczepionkach. Jest nadzieja na to, że pandemia zostanie opanowana.

Praca strażaków jest niebezpieczna z natury rzeczy, tu jednak mamy do czynienia z zagrożeniem infekcją. Czy ratownicy mogą więc liczyć na dodatkowe gratyfikacje?

Ustawa covidowa daje możliwość skierowania strażaka do pracy w szpitalu z zachowaniem jego uposażenia i ciągłości służby, a także pobierania gratyfikacji za pełnione dyżury. Takie rozwiązanie było oczywiste dla mnie i moich szefów w MSWiA. Podtrzymuję deklarację, że wszyscy ci, którzy podejmą to trudne wyzwanie, mają pierwszeństwo w awansach i podwyżkach, są także pierwsi na liście, jeśli chodzi o skierowania do szkół. Myślę, że maj będzie okresem podsumowania naszej pracy. Wszyscy, którzy stanęli na pierwszej linii frontu z wirusem, przekonają się, że służba to doceniła. Tylko tak mogę im podziękować za ich zaangażowanie.

Mija rok kalendarzowy, ale też i rok pana urzędowania. Czuje się pan spełniony?

To był naprawdę wyjątkowy rok. Urodziło się moje trzecie dziecko, syn. Nie bez przyczyny mówię o rodzinie. Jest ona dla mnie najistotniejszym elementem. Bez spokoju wokół życia prywatnego, miłości, przyjaźni i wsparcia ze strony żony trudniej byłoby realizować zadania. A rok jest rzeczywiście niezwykły. Wiele dzieje się w służbie. Przyszedłem tutaj wraz ze swoimi zastępcami z zamysłem zrobienia dobrej roboty. Mimo utrudnień spowodowanych pandemią sporo spraw udało się zmienić. Wiem, że nie jesteśmy w stanie zadowolić wszystkich. Staram się jednak wsłuchiwać w opinie strażaków, ich potrzeby. Pomaga mi w tym dwudziestoletnie doświadczenie w podziale bojowym i kilkuletnie na stanowisku komendanta wojewódzkiego PSP. Udało mi się osiągnąć wiele celów, ale myślę, że na spełnienie jeszcze czas.

Zróbmy więc bilans. Zacznijmy od tego, co się powiodło. Jakie ma zyski PSP pod pana rządami?

Została uregulowana sprawa używania przez ochotnicze straże pożarne pojazdów pożarniczych sprowadzanych z zagranicy, co poczytuję sobie za duży sukces. Podobnie jak zakup dla OSP blisko 600 samochodów. Ochotnicy są dziś niezwykle ważni i dziękuję za ich pomoc. Pracujemy nad ustawą o ochotniczych strażach pożarnych, w której chcemy zawrzeć nowe rozwiązania dla nich. Mamy na ukończeniu prace nad nowymi mundurami, opracowaliśmy nowy wzór legitymacji służbowej. Myślę, że nastąpiła także poprawa atmosfery pracy w Komendzie Głównej PSP i w komendach w kraju. Dobrą informacją jest wsparcie naszego budżetu w postaci dodatkowych 227 mln zł, lwia ich część przejdzie na następny rok i wspomoże wiele komend. Po stronie plusów zapisuję też akcję awansową w maju i listopadzie, wielu strażaków długo na to czekało. Udało się wygospodarować sporo nagród i dodatków motywacyjnych. Do tego nowy dodatek funkcyjny dla funkcjonariuszy pełniących służbę w systemie ośmiogodzinnym, na stanowiskach jednoosobowych, a także kierowniczych począwszy od dowódcy zastępu. Udało się zmienić przepis kwalifikacyjny, który uprościł proces uzyskiwania kwalifikacji oficerskich oraz zajmowania stanowisk oficerskich związanych z kierowaniem działaniami ratowniczymi. Wreszcie niemałe świadczenie motywacyjne, który pozwoli nam zatrzymać doświadczonych ludzi w służbie też jest dużym osiągnięciem, a dla strażaków będzie niemałym wsparciem w rodzinnym budżecie.

Kto skorzysta na zastrzyku finansowym w postaci dodatkowych 227 mln zł?

W tym roku głównie będzie to wspomożenie komend w tzw. wydatkach rzeczowych. Pandemia nadwyrężyła nasze budżety w komendach, trzeba było nabyć choćby środki ochrony indywidualnej. Chcemy dużą część tej kwoty przeznaczyć na niezbędne remonty, dokończenie rozpoczętych przedsięwzięć i rozpoczęcie koniecznych inwestycji. Środki przejdą na nowy rok, więc pozwolą na rozsądne i racjonalne zaplanowanie ich wydatkowania.

Będzie nowa odsłona ustawy modernizacyjnej, czy raczej nie ma co na nią liczyć, skoro gospodarczo czeka nas wielka niewiadoma?

Pierwotne założenia do tej ustawy były fenomenalne. Dziś panuje cisza na jej temat. Rozumiemy jednak, że sytuacja jest bardzo trudna. I minister Mariusz Kamiński, i jego zastępca minister Maciej Wąsik wiedzą, że wspieranie służb jest potrzebne. Widzimy to dobitnie teraz, podczas pandemii, kiedy Państwowa Straż Pożarna stanowi jedną z wiodących służb w walce z wirusem. Jestem optymistą i mam nadzieję, że jeśli ustawa nie ruszy w przyszłym roku, to stanie się to w następnych latach.

Pytałam o zyski, czas na straty. Nigdy nie ma tak dobrze, że wszystko się udaje.

Staram się robić jak najwięcej. Wiem, że nie uda się zadowolić wszystkich. Mamy opóźnienia w realizacji różnych projektów. Jednak trzeba sobie zdać sprawę, w jakich okolicznościach funkcjonujemy. Nie mogę być oderwany od realiów, które nas otaczają. Nie mogę wymagać od przełożonych i podwładnych rzeczy niemożliwych. Jeśli dostrzegacie problemy, których nie udało się rozwiązać, to proszę o cierpliwość. Pandemia siłą rzeczy nas sparaliżowała. Gdyby nie ona, na pewno więcej byśmy się spotykali ze strażakami, rozmawiali o problemach, szukali ich rozwiązania. Szybciej ruszylibyśmy ze zmianami w szkolnictwie. COVID to utrudnia.

Pandemia niewątpliwie komplikuje codzienną logistykę, wprowadza ograniczenia. Czy w pana ocenie zmieniła także relacje międzyludzkie, co rzutuje na służbę?

Jest między nami sporo napięć. Potrzebujemy relacji międzyludzkich, spotkań towarzyskich, chcemy żyć pełnią życia. Pandemia tego nie ułatwia. Żyjemy w napięciu, lęku, obawie. To niewątpliwie test dla naszego człowieczeństwa. Apeluję, byśmy odnosili się do siebie z szacunkiem i wyrozumiałością, niech uśmiech wygrywa. Warto zrezygnować choć trochę z siebie na rzecz innych. Przede wszystkim trzeba być człowiekiem.

Zapowiada się kolejna modernizacja systemu szkolenia. Czemu ma ona służyć i co będzie oznaczała w praktyce dla chętnych do służby w PSP?

Zmiana jest po to, by pewne rzeczy usprawnić, zintensyfikować nauczanie, nie tracić czasu i pieniędzy. Weźmy choćby pod lupę zaoczną aspirantkę. Dwa lata nauki to nieporozumienie, tak było już nawet za moich czasów. Miałem za sobą kilka lat służby i wiele wyjazdów. Przez pierwszy rok powtarzaliśmy materiał z wcześniejszych kursów. A mielenie tej samej wiedzy nie ma sensu. Rok nauki wystarczy. To udrożni szkoły, będziemy uczyć rzeczy nowych. Potrzebne są też zmiany w szkoleniu podstawowym. Trzy miesiące również zupełnie wystarczą, później praktyka i po roku egzamin na podoficera. Komendanci szkół zareagowali entuzjastycznie na propozycję zmian.

Zatem oddajemy odpowiedzialność za edukację po trosze w ręce strażaków.

Tak jest, ale też w ręce ich przełożonych. Na egzaminie okaże się, na ile strażacy odrobili lekcje u siebie w komendzie. Tam muszą się nauczyć strażackiej roboty i podejścia do służby. Ten rok jest też dobry, by kandydat na strażaka mógł się przekonać, że to zawód, z którym chce związać życie, a przełożeni, że chcą mieć takiego człowieka w swoich szeregach, ocenić, czy nadaje się do służby.

Jednak żeby dostać się do straży, trzeba spełnić wiele wyśrubowanych kryteriów. Nie obawia się pan, że kolejny warunek odsiewający ludzi spowoduje, że nie będzie komu wstępować do służby?

Nie chcemy w formacji przypadkowych ludzi. I na szczęście większość kandydatów to ludzie przekonani do służby w straży. Wielkim zapleczem naszych kadr są ochotnicze straże pożarne. Młodzi, którzy dziś się tam skupiają, często chcą przejść do PSP. Stąd też nasz program, który ma intensyfikować pracę z młodzieżą między 16. a 18. rokiem życia, czyli kiedy następują dwa lata przerwy między działalnością w MDP a osiągnięciem pełnoletności. Nie było pomysłu na tych młodych, często się więc zniechęcali i odchodzili z OSP. Chcę, by zostali z nami, mieli swoich opiekunów i byli przygotowywani do akcji, by móc do nich wyjeżdżać po ukończeniu 18. roku życia. To pomysł wynikający z rozmów z druhami – jeden ze sposobów budowania naszych kadr. Nasza służba jest atrakcyjna, wręcz elitarna, jestem przekonany o tym, że kolejne pokolenia będą dołączały do niej z entuzjazmem.

O kryzysie kadr w OSP mówi się od lat, podobnie jak o rozwiązaniach przeciwdziałających mu, np. rekompensatach dla pracodawców czy dodatkach do emerytur dla druhów. Istnieje szansa że coś się zmieni?

Jest zgoda polityczna, jeśli chodzi o dodatki do emerytur dla druhów. Naprzeciw tej potrzebie wychodzą prace nad ustawą o ochotniczych strażach pożarnych. Na razie na mówieniu się kończyło, jesteśmy ekipą, która jako pierwsza zabrała się do działania. To musi potrwać, bo mówimy o wypracowaniu rozwiązania, które nie pominie nikogo, będzie po prostu sprawiedliwe.

A szkolnictwo akademickie? Czy też pana zdaniem potrzebuje zmian?

Zamierzamy usprawnić działanie Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Trzeba zwrócić większą uwagę na zdyscyplinowanie i organizację placówki. Chcemy także, by uczelnia bardziej kształciła kadry mundurowe, nie cywilne. Trzeba sobie powiedzieć wprost: skupienie się na kształceniu cywili obniżyło jakość kształcenia studentów mundurowych. Musimy zadbać o odpowiednie proporcje. Priorytetowym zadaniem SGSP będzie kształcenie kadry oficerskiej – na poziomie inżynierskim i podyplomowym. Zresztą studia podyplomowe także zamierzamy zmodyfikować, uprościć. Docelowo będziemy ten rodzaj studiów wygaszać, skupimy się na kształceniu inżynierskim dziennym i zaocznym.

Mówi pan o konieczności skrócenia czasu przygotowania kadr do służby. Przeciwnicy takiego pomysłu twierdzą, że pośpiech nie służy jakości. I że wyprodukujemy niedouczonych strażaków.

Nie zgadzam się z takim myśleniem. Długość kształcenia niczego nie gwarantuje, chodzi o to, by było ono odpowiednio ukierunkowane. Te same efekty można osiągnąć poprzez staranne dobranie treści nauczania i dobrą organizację kursów i szkoleń, a także odpowiednią kadrę szkoleniową. Po kilku miesiącach pandemii wiemy już, że możemy z powodzeniem korzystać z narzędzi zdalnego nauczania. O pogorszeniu jakości kształcenia mówią ludzie, którzy obawiają się zmian i chcą konserwować obecny stan rzeczy, bo jest dla nich z jakichś względów wygodny.  

Pandemia spowodowała, że musimy się spodziewać raczej chudych lat? Wiemy na przykład, że nie powstaną fundusze nagród. Czy strażacy będą musieli zaciskać pasa, a przełożeni zabrać za szukanie nowych sposobów do motywowania podwładnych?

Nie zgadzam się z takim podejściem. Mamy silny oręż w postaci dodatków motywacyjnych, funkcyjnych. Pamiętajmy, że wszyscy zacisnęli pasa w całym kraju, my też musimy. To byłoby nieetyczne, żebyśmy otrzymywali nagrody, gdy inni nie mają na chleb. Nie możemy być egoistami. Zobowiązuje nas do tego rota ślubowania. Ale też nie popadałbym w czarnowidztwo. Za rok nasze PIT-y nie będą wyglądały źle.

Czy cięcie budżetu czeka ochotnicze straże pożarne?

Ochotnicy mogą spać spokojnie. Myślę, że środki, które trafiły do OSP w ciągu ostatnich pięciu lat, są imponujące. Pozwoliły na zakup nowego sprzętu ratowniczego, samochodów, szkolenia. Całe szczęście, bo dziś, kiedy szczególnie potrzebujemy wsparcia naszych koleżanek i kolegów z OSP, to procentuje.

Q&A z pana udziałem zrobiły furorę w sieci. Zamierza pan kontynuować tę formę spotkań ze strażakami?

Tak, nie częściej jednak niż co pół roku, nie mogę zmęczyć sobą ludzi. Zdaję sobie sprawę, że kolejne spotkania będą trudniejsze. Blisko 100 tys. wyświetleń i pozytywne opinie co do tej formy komunikacji dają jednak powód do tego, by ją kontynuować. W większości inicjatywa spotkała się z dobrymi komentarzami, niewiele było negatywnych. Ludzie docenili to, że podjąłem tematy niewygodne dla siebie, jak pytania dotyczące awansów czy przeszłości. To naprawdę dodaje sił.

Zbliża się koniec roku, więc poproszę pana o przesłanie na rok następny.

Musimy kontynuować rzeczy, które rozpoczęliśmy – sfinalizujemy kwestię zmiany ubrań, legitymacji. Będziemy nadal pracowali nad ustawami o ochronie ludności, krajowym systemie ratowniczym, ochotniczych strażach pożarnych. Od utworzenia Państwowej Straży Pożarnej minęło prawie 30 lat. W tym czasie nasza służba przeszła ogromne przeobrażenia, ale prawo nie dotrzymało kroku rzeczywistości. Dlatego potrzebne są kompleksowe uregulowania, które dadzą decydentom dobre narzędzie do pracy. Myślę, że będziemy się rozwijali, jeśli chodzi o zakup sprzętu i budowanie bazy lokalowej. Jestem tu dobrej myśli.

rozmawiała Anna Łańduch

Źródło: Przegląd Pożarniczy 

o autorze

Redakcja/Łukasz