Wczoraj w województwie śląskim doszło do niecodziennej sytuacji, strażacy z Katowic przewieźli do Tychów załogę Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

W niedzielę 7 marca po godzinie 19 służby otrzymały zgłoszenie, że w jednym z domów 4-letnia dziewczynka pilnie potrzebuje pomocy. Na miejsce zadysponowano zastęp z Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej w Tychach, w trakcie dojazdu okazało się, że nie ma wolnego zespołu ratownictwa medycznego.

W związku z tym wezwano Ratownika-4 z Katowic, po kilku minutach służby zostały poinformowane, że śmigłowiec nie przyleci. Powodem był zmierzch i brak wyznaczonego miejsca do lądowania na terenie miasta Tychy.

Chodzi o miejsce gminne, jest to miejsce lądowania śmigłowca wyznaczone w każdej gminie (prawie) w celu przekazania pacjenta z naziemnego zespołu ratownictwa medycznego do śmigłowca i odtransportowania go do szpitala wyposażonego w lądowisko całodobowe. Według wykazu Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na terenie miasta Tychy nie ma takiego lądowiska, najbliższe są w miejscowościach Bieruń Nowy, Imielin i Lędziny, wszystkie w powiecie bieruńsko-lędzińskim.

Załoga LPR została przewieziona do Tychów przez strażaków z Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej nr 1 w Katowicach. Kiedy zespół dotarł na miejsce podjęto decyzję o transporcie dziecka do szpitala w Katowicach Ligocie.

4-latka została przewieziona do szpitala prywatnym samochodem przez rodziców, przez cały czas była pod opieką zespołu LPR.

Foto  ilustrujące.112tychy.pl 

o autorze

Redakcja/Łukasz